niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 3: Expecto Patronum



" Trzeba być podobnym, aby się zrozumieć i innym, aby się pokochać. " ♥


* * *
     Hermiona stała na korytarzu, na którym znajdowało się kilku uczniów Hogwartu. Wszystko wydawało się teraz takie magiczne. Młodzi czarodzieje i czarownice byli ubrani w szkolne mundurki z naszytymi godłami swoich domów, pierwszoroczniacy wypróbowywali swoje nowe różdżki rzucając zaklęcia, które usłyszeli od starszych kolegów i oczywiście nie zapominając o wózku ze słodyczami, który nadjeżdżał z naprzeciwka. Dziewczyna spojrzała na panią pchającą wózek, uśmiechnęła się do niej ciepło i rozejrzała się po słodyczach. Wśród tych wszystkich smakołyków były m.in.: fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta, paszteciki z dyni, likrowane pałeczki, pieprzne diabełki, balonówki Drooblego oraz wiele, wiele innych.
- Panienka coś sobie życzy?- zapytała życzliwie starsza pani.
- Nie, ja dziękuję...- odpowiedziała szybko Hermiona.- Albo... Może jednak poproszę kilka czekoladowych żab.- dodała po chwili kusząc się na kupno swoich ulubionych słodyczy.
- Dobrze. Już podaję.
W jednym momencie dziewczyna otrzymała zamówienie, po czym włożyła rękę do swojej kieszeni i poczęła szukać w niej portmonetki. Niebawem udało jej się znaleźć poszukiwany przedmiot, więc wyjęła z portfela kilka złotych monet i podarowała je sprzedawczyni. Staruszka podziękowała jej, uśmiechnęła się i odjechała z wózkiem pełnym słodyczy. Po chwili do nozdrzy Hermiony dostał się zapach świeżo zakupionych słodkości. Zanurzyła rękę w torebce z czekoladowymi żabami, wyjęła jedną i włożyła sobie do ust. Westchnęła cicho upajając się smakiem łakoci i oparła się plecami o najbliższą ścianę. Spoglądała na zmieniające się co kilka minut krajobrazy i zachwycała się ich pięknem. Patrzyła tak dobre dziesięć minut, gdy nagle przypomniała sobie po co wyszła z przedziału. "Jakie ja mam szczęście..." pomyślała zjadając kolejną czekoladową żabę.
- Ginny...- powiedziała do siebie cichutko i od razu skierowała się w stronę toalet. 
Idąc skarciła się w myślach. Jak mogła o niej zapomnieć? Przemierzając korytarz pytała wszystkich znajomych czy nikt nie widział jej przyjaciółki, ale niestety na nieszczęście dziewczyny nikt nic nie wiedział. 
- Cześć Hermiona!- powiedziała Luna do zamyślonej dziewczyny. 
- Ooo! Cześć!- odpowiedziała trochę zmieszana. 
- Czy wszystko w porządku? Wydaje mi się, że jesteś trochę zdenerwowana. 
- Wiesz, martwię się o Ginny... Wyszła z przedziału dobre pół godziny temu i od tego czasu nikt jej nie widział. Może chociaż ty ją widziałaś?
- Nie. Bardzo mi przykro...
- W porządku... To przecież nie twoja wina.- powiedziała dziewczyna odchodząc. 
Luna nic już nie powiedziała tylko pomachała koleżance i także poszła w swoją stronę. Teraz na korytarzu nie było już nikogo, więc Hermiona samotnie udała się w stronę toalet dziewcząt. Szła szybko potykając się co chwila o własne nogi. W końcu jednak zawadziła nogą o kawałek swojej szaty i runęła przed siebie. Była już przygotowana na upadek, którego skutkiem mogłoby być najprawdopodobniej potłuczenie, ale ku jej zdziwieniu nic takiego nie nastąpiło. Poczuła tylko, że ktoś łapie ją w talii i podnosi w górę, i po chwili dziewczyna stała już stabilnie na nogach. Podniosła swój wzrok chcąc ujrzeć twarz osoby, która nie pozwoliła jej upaść. Już miała powiedzieć: "Dziękuję", gdy jej oczy spostrzegły owego wybawcę... Oto tuż przed nią stał i trzymał ją w objęciach Draco Malfoy. Tak... Ten chłopak, który normalnie śmiałby się z tego, że Hermiona przewróciła się potykając się w dodatku o własne nogi. Ale nie dziś... Co się z nim stało? Dziewczyna patrzyła w jego błękitne oczy i nie mogła oderwać od nich wzroku. Były takie piękne... Czarny garnitur Draco idealnie współgrał z opadającymi bezwładnie na czoło jasnymi, blond włosami. Oboje wyglądali na dość zmieszanych, ale nic z tym nie robili. Patrzyli teraz sobie prosto w oczy tkwiąc w objęciach i nic nie mówiąc. Po chwili jednak Hermiona zdała sobie sprawę, że ktoś może obserwować całe to zdarzenie, więc nie myśląc dłużej szybko odepchnęła od siebie chłopaka.
- Uważaj Granger!- powiedział Draco, a na jego twarzy pojawił się ten dobrze już wszystkim znany jego szyderczy uśmieszek.
- Odczep się Malfoy!- odpowiedziała zdenerwowana dziewczyna. 
- Spokojnie, spokojnie. Przecież tu nie ma z czego się śmiać. Mogłaś się zabić!
Hermiona widząc wyraźne zadowolenie na obliczu Draco postanowiła dłużej nie toczyć z nim rozmowy. Ostatni raz spojrzała mu głęboko w oczy. Zobaczyła w nich radość, ale widziała, że jej przyczyną nie był fakt, że chłopak mógł dogryźć dziewczynie. Była jakaś inna... Taka jakiej jeszcze nigdy nie widziała. Nie mogła jednak już dłużej upajać się widokiem tych cudnych oczu, gdyż bała się kolejnych docinków ze strony nieprzyjaciela. Odwróciła się na pięcie i podążyła wzdłuż korytarza.
- Tylko patrz pod nogi!- usłyszała jeszcze raz ten żałosny ton Draco za plecami, ale już się tym nie przejmowała. 
Przechodząc do następnego korytarza skierowała jeszcze raz swój wzrok w stronę wroga i zobaczyła, że na jego twarzy nie widać już nawet małej namiastki radości, którą tryskał jeszcze przed sekundą. Jednak nie przywiązywała do tego większej uwagi. Szła starając się nie myśleć o tym co przed chwilą zaszło. Niestety nie była w stanie uchronić się od myśli, który wciąż krążyły wokół osoby Draco. Czemu musiała się potknąć akurat wtedy? Dlaczego jej pomógł? Skąd on w ogóle się tam wziął? Co prawda, kiedy pomógł jej wstać zachował się standardowo, ale dlaczego nie pozwolił jej upaść? W jej głowie kłębiły się teraz setki pytań, ale ona nie była w stanie odpowiedzieć sobie nawet na jedno z nich. Teraz jej policzki były w intensywnej barwie czerwieni, a twarz cała rumiana. Serce biło jej jak szalone, ręce trzęsły się jak galareta, a w brzuchu czuła motylki. To co się z nią w tej chwili działo to były klasyczne objawy zauroczenia, jednak ona nie dopuszczała do siebie takiej myśli. Przecież ona, Hermiona Granger, nie mogłaby być z kimś takim jak Malfoy. Przecież to absurd! Po raz kolejny jednak skarciła się w myślach, gdyż znów przestała myśleć o przyjaciółce, a zajęła się tylko swoimi sprawami. Wkrótce doszła do drzwi toalety. Złapała za klamkę, ale nim jednak zdążyła ją nacisnąć zrobiło jej się potwornie zimno. Wnet poczuła jak ciarki przechodzą jej po plecach. Zdziwiła się tym nagłym poczucie zimna, ponieważ gdy wyglądała zaledwie pare minut temu przez okno, widziała wzbijające się wysoko w górze gorące słońce. Chcąc sprawdzić stan pogody postanowiła wyjrzeć przez znajdujące się najbliżej okno, ale tym razem zobaczyła zupełnie co innego niż wcześniej. Na niebie nie widać było już słońca lecz wszędzie rozciągały się czarne i szare chmury zwiastujące deszcz. Nie było widać nawet horyzontu, ponieważ dookoła pociągu znajdowała się tylko gęsta, biała mgła. Dziewczyna jednak nie zastanawiała się dłużej i pomimo zimna dochodzącego z toalety otworzyła drzwi i weszła do środka.

* * * 

     Nareszcie znalazła się w toalecie dziewcząt. Miejsce to było bardzo ładnie urządzone. Na podłodze rozciągały się duże, błękitno-szare płytki ułożone w kwadraty. Ściany były w kolorze fioletu, a gdzie nie gdzie zawieszone były piękne obrazy o różnych tematykach. Po lewej i po prawej stronie znajdowały się dwa szeregi toalet. Naprzeciwko Hermiony znajdowało się kilka białych umywalek, a nad nimi zawieszone było duże lustro w srebrnej ramie. Całe pomieszczenie wydawało się być we mgle i wydawać się mogło, że wypełnione było smutkiem. Jedynym źródłem światła w tym pomieszczeniu było duże, okrągłe okno. Dziewczyna położyła swoje dłonie na ramionach, aby chociaż troszkę się ogrzać. 
- Ginny? Jesteś tutaj?- zapytała niepewnie, nieco przestraszona. 
Rozglądając się dookoła weszła do dalszej części toalet. Spojrzała na podłogę i sama nie mogła uwierzyć w to co widzi. Drgnęła lekko z przerażenia, a po chwili całkiem zesztywniała. Zobaczyła wówczas swoją przyjaciółkę leżącą nieruchomo na podłodze. Nad nią natomiast unosiła się wysoka postać w czarnym, postrzępionym płaszczu, który zakrywał całe jej ciało pozostawiając odkryte tylko dłonie i twarz. Nie było żadnych wątpliwości... To był dementor. Dziewczyna wiedziała o nich wszystko, doskonale znała zaklęcie jakie trzeba rzucić, aby się przed nim obronić jednak teraz nie była w stanie nawet się ruszyć. Hermiona patrzyła na to jak dementor wysysa wszystkie dobre wspomnienia z bezradnej towarzyszki, czyli składał tak zwany "Pocałunek Dementora". W wyniku tego "pocałunku" pozbawiał on swoją ofiarę wszelkich uczuć, zamieniając ją w niezdolną do myślenia i czucia skorupę. Młoda czarownica była sparaliżowana tym co się działo. Myślała, że to ją przerosło, że nie jest w stanie nic zrobić, gdyż bała się nawet oddychać. Po jej policzkach spływały łzy spowodowane strachem. Drżącą ręką wyjęła swoją różdżkę i skierowała ją w kierunku dementora. Powoli otworzyła usta, aby wypowiedzieć zaklęcie. Nie wiedziała czy jej się udała, czy tym razem podoła wyzwaniu, ale mimo tego musiała spróbować. Zebrała się w sobie i zamknęła oczy, z których wciąż wylewały się łzy. 
- Expecto Patronum!- krzyknęła w jednej chwili i w całym pomieszczeniu rozbłysło jasne światło wydobywające się z różdżki dziewczyny. 
Do jej uszu doszedł jakby krzyk dementora, ale ona wciąż stała w jednym miejscu. Minęło kilka minut, a ona wciąż nie otwierała oczu. Bała się tego, że nie dała rady, że coś mogło pójść nie tak. Jednak w końcu się odważyła. Uniosła powoli powieki z oczu i spojrzała przed siebie. Nie zobaczyła jednak nic. Odetchnęła z ulgą, gdyż widocznie udało jej się obronić przed dementorem. Ale po chwili przypomniała sobie także o przyjaciółce. Zwróciła teraz swój wzrok w stronę ziemi, a tam ujrzała leżącą nieruchomo Ginny. Podbiegła do niej i klękła obok. Widziała swoja towarzyszkę, wiedziała, że nic już jej nie grozi, że teraz musi być już wszystko dobrze. Musi być... Uniosła jej głowę i położyła na swoich kolanach. Dziewczyna patrzyła na nią nie odrywając od przyjaciółki wzroku nawet na chwilę. Ginny otworzyła powoli oczy. Na twarzy Hermiony pojawił się delikatny zarys uśmiechu, ale łzy ciągle jeszcze spływały jej po policzkach. 
- Co się dzieje? Gdzie ja jestem?- zapytała zdezorientowana Ginny.
- Spokojnie już wszystko będzie dobrze... Już wszystko będzie dobrze.
Dziewczyna podniosła towarzyszkę z ziemi i powoli udała się z nią w stronę wyjścia. Kiedy wyszły z toalet na korytarzu zobaczyły przechadzających się Freda i Geogra.
- Co się stało? Co jest Ginny?- zapytali równocześni przestraszeni wyglądem siostry bliźniacy.
- Kim oni są? Gdzie ja jestem?- odpowiedziała pytaniem na pytanie rudowłosa czarownica.
- Spokojnie, nic się nie martw. Chłopcy szybko! Musimy ja zaprowadzić do pana Trumpa.- oznajmiła trzeźwo myśląca Hermiona.
- Ale co się z nią stało?- zapytał ponownie Fred.
- To dementor... Ona...- dziewczynie załamał się głos i po jej obliczu znów spłynęły łzy.
Bliźniacy nie pytali już o nic więcej. Pomogli dziewczynie prowadzić Ginny i skierowali się w kierunku przedziału pana Trumpa- nowego nauczyciela Hogwartu. Cała trójka była przestraszona stanem towarzyszki, a szczególnie jej rodzeństwo. Nikt nie wiedział co się z nią stanie...

6 komentarzy:

  1. Heh. jestem pierwsza XD Świetny blog, ciekawe co się stanie z Ginny. Wiesz ile ja bym, dała, żeby być na miejscu Hermiony na tym korytarzu? XD Oczywiście chodzi mi o Draco... XD Jeszcze raz gratuluję takiego talentu. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Choroba jasna. Komentarz mi się nie dodał. ( wredny internet ==") To Ginny straciła pamięć?! O f**k. To się porobiło XD Uwielbiam to opowiadanie ^^ Przepraszam, że dopiero teraz ale nauka wezwała do siebie XD mam prośbę. Czy możesz mnie informować o nn w zakładce SPAM? z góry dzięki :)
    Pozdrawiam
    Lexin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozumiem Cię doskonale, miałam identycznie. :) z miłą chęcią bd informować, gdy się pojawi nowa notka. ^ ^

      Usuń
    2. cześć :D chciałam cię powiadomić, że na iluminos ukazał się 5 rozdział. Zapraszam :)

      Usuń