czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 6: Tiara Przydziału



" Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. " ♥

* * *

     Dziewczyna stała bez ruchu, patrząc na dwójkę swoich przyjaciół, stojących kilka metrów przed nią. Na twarzy Rona widoczne było rozdrażnienie i ogromna złość, która nigdy wcześniej nie ukazała się na obliczu chłopaka w tak wielkim stopniu. Natomiast Harry stał z wytrzeszczonymi oczyma i lekko otworzonymi ustami. Hermiona po upływie dość długiego czasu wyrwała się z osłupienia i zrobiła pierwszy krok w stronę towarzyszy. Zebrała swoje wszystkie walizki i powoli, z głową spuszczoną w dół zbliżała się do chłopców. Starała się ociągać najbardziej jak tylko mogła, ponieważ chciała wymyślić jakieś logiczne wytłumaczenie zaistniałej przed chwilą sytuacji. Nim się jednak obejrzała znalazła się przy przyjaciołach i od razu usłyszała donośny, pretensyjny ton głosu Rona:
- Co to wogóle miało być?!
- Ron o co ci chodzi?- zapytała brunetka, udając, że nie wie co chłopak ma na myśli.
- O co mi chodzi? O co mi chodzi?! To twój nowy przyjaciel? Podaliście sobie ręce na pożegnanie, a w drodze tutaj pewnie nas obgadywaliście, co?
- To nie jest żaden nowy przyjaciel! To wy jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi i doskonale o tym wiecie! Kiedy wyszłam z pociągu na peronie nie było widać żywej duszy, więc postanowiłam ruszyć samotnie. Gdy tak szłam to wówczas dołączył do mnie Dra... Malfoy! 
- O, to widzę, że już sobie nawet po imieniu mówicie! No ładnie...
- Przestań! Chyba sam nie wierzysz w to co mówisz. To był tylko głupi zbieg okoliczności! Podałam mu dłoń na pożegnanie i tyle! Nic więcej się tam nie wydarzyło, rozumiesz?!
Nastała głucha cisza między zgromadzonymi. Po policzku dziewczyny spłynęło kilka łez, które błyszczały w świetle księżyca. Zabolało ją to, że jej najlepszy przyjaciel nie wierzył jej w to co mówi. W sumie Ron nie był dla niej tylko i wyłącznie przyjacielem. Wszystkim bowiem było wiadomo, że od czwartego roku nauki w Hogwarcie, Hermiona i Ron są sobą wzajemnie zainteresowani, jednak żadne z nich nie chciało się do tego przyznać. Nie okazywali sobie tego w jakiś specjalny sposób, ale mimo to obydwoje wiedzieli co do siebie czują. Uczucie Gryfonki do chłopaka od pewnego czasu zaczęło powoli wygasać i nie czuła już tego samo co wcześniej, kiedy była w nim zakochana po uszy. W ostatnim czasie zaczęło do niej docierać, że Ron prawdopodobnie nie oczekuje niczego więcej niż przyjaźni, więc postanowiła, że przestanie angażować się w to uczucie. Tak jej się przynajmniej wydawało... Mimo tych wszystkich postanowień, teraz było jej przykro z powodu jego zachowania. W rzeczywistości młody Weasley najzwyczajniej w świecie był o nią po prostu zazdrosny, ale nie chciał tego pokazywać, więc przejawiało się w to w postaci złości. Pomiędzy przyjaciółmi wciąż trwało milczenie, które od czasu do czasu przerywane było pohukiwaniami sów. Niebawem dojechały dorożki, które było ciągnięte przez niewidzialne stworzenia- testrale. Były one widziane tylko przez osoby, które widziały czyjąś śmierć. Podobno przynosiły one nieszczęście, a każdego kto je zobaczy czekać miały najróżniejsze okropne wypadki. Hermiona sama jednak nigdy ich nie widziała, ale dowiedziała się o nich z opowieści Luny i oczywiście ze swoich książek. Kiedy usłyszała o nich po raz, pierwszy była nimi zafascynowana i tak zostało aż do tego dnia. Nie zastanawiając się długo wpakowała wszystkie walizki do powozu i zajęła miejsce. Harry i Ron podążyli w jej ślady, ale wciąż jeszcze trwając w milczeniu. Kiedy wszyscy siedzieli już na miejscach, dorożka ruszyła, a rudowłosy skierował nieprzyjemne spojrzenie w stronę towarzyszki. Czuła ona na całym swym ciele jego przeszywający wzrok i na samą myśl o tym spojrzeniu zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. Brunetka ukryła swoją twarz w rękawach szarego swetra, a następnie zanurzyła dłonie w puszystych włosach. Atmosfera między nimi stała się bardzo napięta, więc droga do Hogwartu nie była tak magiczna jak zawsze. Siedzieli w milczeniu, od czasu do czasu spoglądając na siebie dwuznacznie. 
- Prze... Przepraszam.- rzekł Ron spoglądając prosto w oczy dziewczyny.
- Naprawdę myślałeś, że mogłabym się z nim przyjaźnić bez waszej wiedzy?
- Nie... Ja sam nie wiem dlaczego to powiedziałem...
- Ja też was przepraszam, nie chciałam żebyście tak o mnie pomyśleli...
Teraz znów zapadła cisza. Na twarzach zgromadzonych widać było swojego rodzaju wzruszenie. Przyjaciele uśmiechnęli się do siebie ciepło i w tej samej chwili usłyszeli czyjś znajomy głos.
- Hej! Zatrzymajcie się! Stop!
Cała trójka zwróciła wzrok w stronę, z której dochodził ów głos i ujrzeli tam wysoką postać biegnącą w ich kierunku, ile tylko sił w nogach. Towarzysze spojrzeli na siebie z zaciekawieniem i znów utkiwli swój wzrok w mrocznych czeluściach ścieżki. Po chwili z ciemności wyłoniła się smukła sylwetka osoby o ciemnych włosach i walizkami w rękach. Był to Neville, który najwyraźniej nie zdążył na odjazd ostatniej dorożki. Towarzysze zakłopotali się trochę, gdyż żadne z nich nie potrafiło zatrzymać powozu. Jednak musieli coś natychmiast zrobić. Harry po chwili powstał ze swojego miejsca i w jednym momencie znalazł się w miejscu gdzie znajdowały się testrale. Dorożka zatrzymała się w jednej chwili, gdyż brunet zaczął karmić magiczne stworzenia jabłkami. Ron i Hermiona zaskoczeni pomysłowością przyjaciela, uśmiechnęli się od ucha do ucha i pomogli zdyszanemu Nevillowi zapakować swoje walizy. Już po paru minutach powóz znów ruszył, a towarzysze poczęli rozmawiać o przyczynach zaistniałej przed chwilą sytuacji. Srebrny księżyc unosił się wysoko na niebie, a w oddali było już widać wysokie wieże Hogwartu. Hermiona oderwawszy się od opowieści Longbottoma rozejrzała się dookoła. Gryfonka westchnęła cicho na widok tego magicznego krajobrazu. Nie mogła się już doczekać ceremonii rozpoczynającej nowy rok szkolny. Uroczystość zawsze rozpoczynała się od krótkiego przemówienia profesora Dumbeldore'a, następnie odbywało się przydzielenia pierwszoroczniaków do poszczególnych domów przez Tiarę Przydziału, a na końcu odbywała się uczta dla wszystkich zebranych. Sama myśl o tym wszystkim przyczyniła się do pojawienia się uśmiechu na twarzy dziewczyny. Nim się obejrzała wszyscy znaleźli się przed bramą wjazdową do Hogwartu. Cała czwórka w mgnieniu oka wyskoczyła z dorożki i stanęła przed ogromnymi drzwiami swojej ukochanej szkoły. Spojrzeli na siebie znacząco, wyjęli wszystkie swoje bagaże i postawili razem z bagażami innych. Nie zastanawiając się już dłużej weszli po kilku schodkach i znaleźli się w holu. Całe pomieszczenie rozjaśniał blask świec i lamp zawieszonych wysoko w górze. Rozglądali się przez chwilę po zatłoczonym miejscu po czym ruszyli w stronę drzwi Wielkiej Sali. W przeciągu trzydziestu sekund byli już w sali wypełnionej uśmiechniętymi uczniami Hogwartu. W pomieszczeniu panował gwar. Każdy chciał się przywitać ze swoimi szkolnymi znajomymi i zamienić choćby kilka słów. Wkrótce wszyscy zebrani zajęli już swoje miejsca i powoli ucichli. Teraz już tylko gdzie nie gdzie słychać było jeszcze jakieś szepty lub nagłe wybuchy tłumionego śmiechu. Profesor Dumbeldore stanął na swoim stałym miejscu, z którego zwykły był wygłaszać krótkie, ale bardzo mądre przemówienia. 
- Witam was moi drodzy uczniowie!- powiedział z uśmiechem na twarzy staruszek, poprawiając okulary.- A więc zaczynamy nowy rok nauki w Hogwarcie. Przyniesie on wam zapewne wiele nowych przygód, poznacie nowych przyjaciół, a może nawet przeżyjecie swoje pierwsze zauroczenia. 
Hermiona słysząc te słowa nie świadomie spojrzała w stronę stołu, przy którym siedział Malfoy. Patrzyła na niego przez długą chwilę, zapominając o tym, że powinna słuchać Dumbeldore'a. Draco był ubrany w szkolny mundurek z naszytym na nim znakiem swojego domu. Blond włosy bezwładnie opadały na czoło tak jak wtedy, gdy spotkała go na korytarzu w pociągu. Jego piękne, niebieskie oczy lśniły w świetle świec, a usta wykrzywione były w dziwnym uśmieszku. Wokół niego znajdowali się jego wierni kompanii Crabb, Goyle, Zabini i ta przebrzydła Pansy Parkinson. Była tak blisko niego, że omal nie siedziała na jego kolanach. Wszyscy doskonale wiedzieli, że miała ona słabość do Dracona i dokuczała ludziom tylko po to, aby mu zaimponować. Gryfonka mimo tego, że nic nie czuła do blondyna, jak jej się przynajmniej wydawało, poczuła jednak coś w rodzaju zazdrości. Po chwili jej wzrok i wzrok Parkinson spotkały się i Ślizgonka obdarzyła ją gardzącym spojrzeniem. Malfoy widocznie musiał zauważyć to, że Pansy nie zajmuje się już tylko i wyłącznie nim, a patrzy złowrogo w czyjąś stronę. Z zaciekawieniem obrócił głowę w stronę, w którą zwrócony był wzrok towarzyszki i zobaczył tam Hermionę. Wyglądała przepięknie. Jej brązowe, lekko kręcone włosy opadały swobodnie na ramiona. Czarny mundurek idealnie podkreślał jej figurę, a rumiana twarz ślicznie komponowała się z uroczym uśmiechem. Ich spojrzenia się spotkały, a chłopak posłał w jej kierunku szczery uśmiech, który był u niego bardzo rzadko spotykany. Dziewczyna jednak nie odwzajemniła go, tylko trochę zawstydzona, odwróciła się w stronę swoich przyjaciół. Zorientowała się wówczas, że profesor Dumbeldore skończył już przemawiać. Wnet do Wielkiej Sali została wniesiona Tiara Przydziału, która śpiewała specjalną, wymyśloną przez siebie pieśń przed Ceremonią Przydziału. Pierwszoroczniacy zgromadzili się przed krzesłem, na którym została położona Tiara. Każdy z uczniów czekał z niecierpliwością na swoją kolej, każdy był ciekaw do jakiego domu zostanie przydzielony. Najmłodsi uczniowie mogli być przydzieleni do jednego z czterech domów: Gryffindoru, Hufflepuffu, Ravenclawu lub Slytherinu. Po odśpiewaniu pieśni przez Tiarę pani Minerwa McGonnagal odczytała listę nowo przyjętych w kolejności alfabetycznej. Każdy wyczytany uczeń wkładał na głowę Tiarę, a ta wyznaczała mu jego dom. Ta ceremonia wbyła jedeną z najmilszych uroczystości w Hogwarcie. Na twarzy wszystkich zgromadzonych widniał uśmiech i zadowolenie. Po przydzieleniu każdego jednego ucznia do danego domu, wznosiły sie oklaski i wiwaty, aby choć trochę ośmielić nowo przyjętych. Niebawem wszyscy nowi uczniowie byli już przydzieleni do swoich domów. Uwagę Hermiony przyciągnął fakt, że Tiara Przydziału nie została jeszcze wyniesiona, jak to się zwykle działo po przydzieleniu uczniów.
- Chciałem teraz pogratulować wszystkim naszym nowym studentom i życzę im mile spędzonych chwil w swoich domach.- powiedział Dumbeldore.- Jednak chciałbym przedstawić wam jeszcze dwie sprawy... Pierwszą rzeczą, o której chciałbym was poinformować jest fakt, iż w naszej szkole w tym roku, obrony przed czarną magią będzie was nauczać profesor Alastor Trump. 
W tym momencie starszy pan powstał z zajętego miejsca i uśmiechnął się ciepło do wszystkich zgromadzonych. W całej sali rozległ się dźwięk oklasków, zresztą jak zawsze podczas powitań nowych nauczycieli. Gdy brawa i szepty już ucichły dyrektor znów zaczął przemawiać:
- Kolejną sprawą, zapewne równie radosną, jest to, że do naszej szkoły dołączy w tym roku bardzo zdolna dziewczyna, ale niestety jest już w takim wieku, że od razu będzie uczyć się na siódmy i tym samym ostatnim roku nauki w Hogwarcie. Serdecznie witam pannę Lily Radcliffe!
Kiedy profesor wypowiedział te słowa do Wielkiej Sali weszła wysoka dziewczyna o ciemnych blond włosach. Jej zielone oczy lśniły w świetle świec czyniąc ją niezwykle piękną. Poniżej tych cudnych oczu był mały, lekko zadarty nos oraz różowe usta. Policzki jej były w wyrazistym kolorze czerwieni. Dziewczyna ubrana byłą w krótką, czarną spódniczkę, białą jak śnieg koszulę oraz czarny krawat w białe pasy. Krótka spódnica podkreślała jej piękne, długie nogi i dodatkowo podkreślała idealną figurę. Oczy wszystkich zebranych w jednym momencie znalazły się na nowej uczennicy i wtedy usłyszeć można było ciche szepty, westchnienia zachwytu i pogwizdywanie niektórych chłopców. Dziewczyna nieśmiało ruszyła przed siebie w kierunku dyrektora szkoły. Nie można było dziwić się jej zdenerwowaniu, w końcu cała ta sytuacja musiała być dla niej nieco stresująca. Gdy zbliżyła się już do profesora, ten wskazał jej ruchem dłoni, aby usiadła na krześle. Posłusznie wykonała polecenie mężczyzny i włożyła na głowę Tiarę Przydziału. Oczy wszystkich uważnie śledziły każdy, nawet najmniejszy gest blondynki.
- Hmm, co my tutaj mamy...- szepnęła powoli Tiara.- Hmm... Czuję, że panienka Lily jest bardzo odważna. Gdyffindor!
Po wypowiedzeniu tych słów wszystkie osoby, które należały do Gryffindoru powstały radośnie ze swoich miejsc, wznosząc wesołe okrzyki oraz oklaski. W tle można było posłyszeć ciche jęki i wyrazy zazdrości, że tak piękna dziewczyna została przydzielona akurat do domu Godryka Gryffindora. Nowa Gryfonka powolnym krokiem zbliżyła się do stolika swojego domu i zaczęła poszukiwać wolnego miejsca. Każdy chłopiec chciał, aby usiadła obok niego, jednakże nie mieli do dyspozycji odpowiedniej ilości miejsca. Lily dopiero po dłuższej chwili poszukiwań odnalazła wolne miejsce, które było obok Hermiony. Podeszła do niej, uśmiechnęła się ciepło i zapytała miłym głosem:
- Przepraszam, czy tutaj jest wolne miejsce?
- Yyy... Tak, proszę bardzo.
Blondynka zajęła miejsce, ale wciąż jednak było widać jak bardzo była zdenerwowana i zagubiona prez całą  tę ceremonię. 

sobota, 8 grudnia 2012

Rozdział 5: Złudzenie




" Kiedy człowiek jest zakochany, ukazuje się światu takim, jakim powinien być zawsze. " ♥

* * *

     Hermiona siedziała na ogromnej, skórzanej kanapie z głowa spuszczoną w dół. Jej brązowe włosy zakrywały całą rumianą twarz, która dodatkowo schowana była w dłoniach dziewczyny. Po chwili naciągnęła rękawy swojego błękitnego sweterka na dłonie i przyłożyła swoje policzka do delikatnej tkaniny bluzki. Uśmiechnęła się do siebie nie myśląc ani przez moment o tym, gdzie się znajduje. W pomieszczeniu panowała jakaś dziwna, napięta atmosfera, mimo, że nie było w nim nikogo prócz Gryfonki. Na podłodze rozciągały się małe, czarno-białe płytki ułożone w podobizny: Helgi Hufflepuff, Godryka Gryffindora, Roweny Ravenclaw oraz Salazara Slytherina, czyli założycieli Hogwartu. Ściany były w kolorze zielonym, a gdzie nie gdzie umieszczone były na nich kolorowe fotografie. W pomieszczeniu znajdowało się również kilka okien, a wyglądając przez nie można było ujrzeć głębie jeziora otaczającego mury szkoły magii i czarów. Był to naprawdę piękny widok szczególnie latem, gdy promienie słońca przedzierały się przez wodne głębiny chcąc dotrzeć jak najgłębiej. Jednak teraz wszędzie panował mrok. Jedynym źródłem światła był buchający z szarego kominka ogień. Na nim stało kilka złotych pucharów oraz parę wyblakłych zdjęć w pięknych, srebrnych ramkach. Dziewczyna, pomimo dość długiego upływu czasu wciąż siedziała bez ruchu na kanapie. Bezmyślnie wpatrywała się w podłogę wciąż uśmiechając się ciepło do samej siebie. Po chwili jednak uniosła wzrok w górę, gdyż usłyszała, że ktoś nadchodzi. Nerwowo rozejrzała się po pokoju, ale nikogo nie zobaczyła. Dodatkowo wokół niej było ciemno, więc ciężko jej było kogokolwiek zobaczyć nawet w najbliższym otoczeniu. Nagle poczuła czyjś oddech na swoich plecach. W jednym momencie zesztywniała, a ciarki przebiegły jej po plecach. Bała się odwrócić, bała się ujrzeć postaci stojącej za nią. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że do tej pory wogóle nie przywiązywała uwagi do miejsca, w którym się obecnie znajdowała. Wtem poczuła na swoim ramieniu jakąś zimna dłoń  i lekko drgnęła z przerażenia. Owa postać powoli zbliżyła swoją twarz do policzka brunetki i po chwili delikatnie ją pocałowała. Hermiona wpadła wtedy w jeszcze większe osłupienie, czuła że nie jest w stanie nawet się poruszyć. Była całkowicie zdezorientowana. Myśl o osobie stojącej tuż za nią nie dawała jej spokoju. Musiała sprawdzić kto to. Spokojnie odwróciła się, ale ku jej zdziwieniu nikogo tam nie było.
- Lumos...- usłyszała jakiś męski głos.
W tym samym momencie całe pomieszczenie rozbłysło jasnym blaskiem świec. Dopiero teraz go zobaczyła. Stał tuż przed nią, w czarnym garniturze i białej koszuli zapiętej aż po samą szyję. Tak to był on, Draco Malfoy. Na twarzy dziewczyny znów zagościł uśmiech. Spojrzała w stronę chłopaka, a on uważnie jej się przyglądał. Patrzyli sobie teraz głęboko w oczy jakby chcąc ujrzeć swoje wzajemne uczucia. Nim się spostrzegła blondyn znalazł się obok niej na kanapie. Siadł jak tylko najbliżej mógł i złapał dziewczynę za rękę. Patrzył na nią przeszywającym wzrokiem, jakby chcąc odkryć jej największe tajemnice. Po paru minutach powoli przysunął swoją twarz do twarzy dziewczyny i złożył na jej ustach pierwszy pocałunek. Młoda czarownica nie wiedziała co ma teraz zrobić, więc początkowo odsunęła się od Dracona. Z jednej strony chciała być blisko niego, ale z drugiej strony to był zupełnie jej obcy człowiek, bo przecież nie znała go praktycznie wogóle. No bo co tak właściwie o nim wiedziała? Draco Malfoy, syn Lucjusza i Narcyzy Malfoy'ów, miał obsesję na punkcie czystości krwi odziedziczoną prawdopodobnie po ojcu i należał do Slytherinu. Tyle wiedziała, ale w tamtej chwili nie przywiązywała już do tego najmniejszej uwagi. Chłopak jednak nie poprzestawał składać pocałunków na ustach Hermiony. Dziewczyna położyła swoje dłonie na bladej twarzy blondyna i uniosła ją na poziom swoich oczu chcąc mu się dokładnie przyjrzeć. Spojrzała w jego błękitne oczy i dała się ponieść emocjom. Zbliżyła się do niego i pocałowała go namiętnie, a on odwzajemnił jej pocałunek. Nagle wszystko dookoła niej stało się niewyraźne i rozmazane. Gryfonka poczęła rozglądać się gwałtownie na lewo i prawo nie wiedząc co się dzieje. Ostatni raz zwróciła swój wzrok w stronę Malfoy'a, ale nic już tam nie ujrzała. W tej samej chwili cała ta piękna sceneria zniknęła i nie zostało z niej już nic...

* * *

     Ciszę w przedziale przerwał nagły, głośny krzyk dziewczyny. Wszyscy obecni zerwali się gwałtownie ze swoich miejsc i skierowali swój wzrok w stronę Hermiony. Brunetka siedziała z otwartymi szeroko oczyma patrząc przed siebie. Jej dłonie zaciśnięte były w pięści, a ona sama wyglądała jak zaczarowana.
- Hermiona? Wszystko w porządku?- zapytał Harry siadając obok Gryfonki.
- Hermiona, co się dzieje?- ponowił pytanie Ron łapiąc dziewczynę za rękę.
Ta momentalnie wyrwała się z zamyślenia. Wysunęła szybko swoją dłoń z dłoni przyjaciela i rozejrzała się nerwowo po pomieszczeniu. Przyjaciele patrzyli na nią ze zdziwieniem, jednak nic nie mówili.
- Gdzie... Gdzie ja jestem?- zapytała dziewczyna próbując zebrać myśli.
- Chyba coś jej się pomieszało jak spała.- powiedział rudowłosy chłopak szczerząc się do przyjaciela.
- W drodze do Hogwartu.- odpowiedział Harry nie zważając na nietrafne żarty towarzysza.
W tym momencie przez głowę Hermiony przebiegły wszystkie wydarzenia , które miały miejsce w ciągu ostatnich godzin. Ogrom myśli przytłoczył ją całkowicie i przez dłuższą chwilę nie była w stanie wypowiedzieć ani słowa. Patrzyła na swoich przyjaciół nie wiedząc czy to co się dzieje jest prawdą, czy kolejnym wytworem jej wyobraźni. Po dłuższej chwili namysłu doszła do wniosku, że wszystko jest już w porządku, tak jak powinno być. Jedna tylko rzecz ciągle jeszcze chodziła jej po głowie. Jej sen... Dlaczego znowu on w nim był? Czy ten sen miał coś oznaczać, czy może miał ją na coś przygotować? Nie była w stanie sobie na to odpowiedzieć. Nie umiała jednak przestać myśleć o sytuacji zaistniałej w jej śnie. Czy jest możliwe, że ją i Draco połączy kiedyś jakieś inne uczucie prócz nienawiści? Czy jest możliwe, że kiedyś będą razem?
- Gdzie jest Ginny?- zapytał Harry widocznie zauważając nieobecność jednej z towarzyszek wyrywając tym samym przyjaciółkę z rozmyślań.
- Ona... No bo...
- Co z nią?!- rzucił nerwowo młody Weasley widząc zmartwienie na twarzy dziewczyny.
I znów Hermiona była zmuszona do opowieści o dementorze, całym zajściu w toalecie i spotkaniu profesora Trumpa. To było dla niej bardzo trudne. Mówiła momentami urywając, gdyż emocje nie dawały za wygraną. Ciężko jej było myśleć o tym, że jej najlepszą przyjaciółkę mogło spotkać najgorsze, przecież gdyby tam jej wtedy nie było... Nie chciała nawet o tym myśleć. Wszyscy zgromadzeni przysłuchiwali jej się uważnie nie mogąc uwierzyć w to co się stało podczas, gdy oni smacznie spali. Siedzieli wpatrując się w bladą twarz towarzyszki, która teraz już milczała. Nagle Ron podniósł się ze swojego miejsca i bez słowa wyszedł z przedziału. Dziewczyna nie zdążyła nic powiedzieć, jednak domyślała się, że rudowłosy poszedł odwiedzić Ginny lub swoich braci. Dla niego ta wiadomość również musiała być bardzo przykra. Teraz w pomieszczeniu znajdowała się już tylko ona i Harry, który patrzył bezmyślnie w okno.
- Czy... Czy ona cokolwiek pamięta?- zapytał złamanym głosem przerywając niezręczną ciszę.
- Nie jestem pewna... Kiedy prowadziłam ją razem z Georgem i Fredem do pana Trumpa wydawało mi się, że nas nie poznaje, ale profesor powiedział...
- Wiem co powiedział.- powiedział zdenerwowany chłopak nie pozwalając dziewczynie dokończyć zdania.
W oczach Hermiony pojawiły się łzy i w jednej chwili zaczęły spływać po jej policzkach jedna po drugiej. Chłopak widząc to widocznie się zawstydził. Nie chciał przecież doprowadzić przyjaciółki do tego stanu, jemu po prostu bardzo zależało na Ginny.
- Przepraszam... Wiem, że to nie twoja wina.- rzekł obejmując dziewczynę ramieniem.
Gryfonka wtuliła się w jego czerwono-czarny sweter i nie była w stanie dłużej powstrzymywać łez. Harry nie stawiał oporu, gdyż wiedział, że potrzebuje ona teraz wsparcia. Wszystkie myśli przytłoczyły oboje towarzyszy i nastała długa chwila milczenia. Szlochanie dziewczyny było jedynym dźwiękiem, który można było wówczas usłyszeć. Po upływie kilku minut udało jej się dojść do siebie i odczepiła się od zalanego jej łzami swetra chłopaka. Uśmiechnęła się nieśmiało w jego stronę łapiąc go za rękę.
- Będzie dobrze.
Harry nic nie odpowiedział tylko skinął głową na potwierdzenie słów nastolatki. Starała się o tym nie myśleć i  próbowała zmienić temat, aby chociaż troszkę poprawić napiętą atmosferę. Nagle usłyszeli jakiś szum na korytarzu. Hermiona zwróciła swój wzrok w stronę okna i od razu poznała dobrze jej już znaną okolicę. Byli już na miejscu, byli na Hogsmade Station. Obydwoje wstali z miejsc i poczęli zbierać swoje bagaże. Gdy dziewczyna chciała wyjść z przedziału dostrzegła, że czegoś, lub może raczej kogoś, jej brakuje.
- Krzywołap... Gdzie się znowu podział ten leniwy kocur?
- To było pytanie retoryczne?- zapytał szatyn chcąc choć trochę poprawić sobie i przyjaciółce nastrój.
Uśmiechnęła się do niego serdecznie i poczęła poszukiwania zwierzaka. Nigdzie nie mogła go znaleźć: ani pod stołem, ani w miejscu gdzie kładziono bagaże, ani nawet na jego ulubionym miejscu przy oknie. Westchnęła cicho nie wiedząc co ma teraz z tym fantem zrobić. Przcież nie mogła go tu zostawić samego na pastwę losu. Wtem usłyszała ciche pomrukiwanie dochodzące spod miejsc siedzących. Klęknęła na podłodze i powoli schyliła się, aby zajrzeć co się kryje w tych mrocznych czeluściach.
- Tu jesteś!- rzuciła odkrywczo.
Włożyła rękę pod miejsca siedzące próbując dosięgnąć kota, a on bez problemów dał się wyciągnąć właściciele. Spojrzała na niego bystrym wzrokiem i pogładziła jego nieco rozczochrane rude futerko. Nie zwlekała jednak dłużej i wsadziła Krzywołapa do klatki zauważając nieobecność Harre'go. "Pewnie już wyszedł..." pomyślała wychodząc z przedziału. Na korytarzu jeszcze gdzie nie gdzie kręciło się kilku uczniów, jednak nie widziała ona żadnego ze swoich przyjaciół. Wzięła głęboki wdech i radosnym krokiem ruszyła przed siebie. Nareszcie znajdowała się w miejscu, do którego przyjazdu wyczekiwała już od tak dawna. Była w jej ukochanej szkole w Hogwarcie, szkole magii i czarów. Szła oglądając się co jakiś czas za siebie, aby sprawdzić czy nie nadchodzi któryś z jej towarzyszy. Nic takiego jednak się nie działo. Nareszcie znalazła się w miejscu wyjścia z pociągu. Bez problemu znalazła się na peronie wraz ze swoimi
bagażami. Wszędzie było już ciemno, więc Hermiona nie zastanawiając się długo wyciągnęła swoją różdżkę.
- Lumos.- powiedziała półgłosem, a koniec jej różdżki rozbłysnął małym, jasno-niebieskim światełkiem.
Przez chwilę stała bez ruchu, ale w końcu jednak ruszyła w stronę miejsca skąd zawsze podwożono ją pod bramy szkoły. Szła sama nie mając przy sobie nikogo z kim mogłaby chociaż pomilczeć. Zasmuciła się trochę tym, że jej przyjaciele nie są teraz z nią, jednak wiedziała przecież, że pewnie przejęli się tą całą sytuacją z Ginny. Nagle usłyszała za sobą jakieś kroki. Serce zaczęło jej bić mocniej, gdyż nie wiedziała kto to mógł być. Odwróciła powoli głowę, ale nikogo tam nie zauważyła. Skierowała swój wzrok z powrotem przed siebie i nagle usłyszała czyjś głos:
- Szukasz czegoś?
Podskoczyła z przerażenia i obróciła głowę w stronę, z której dochodził ów głos.
- Draco, ale mnie przestraszyłeś!- powiedziała do chłopaka idącego z nią krok w krok.
Po chwili jednak uświadamiając sobie co przed chwilą powiedziała zawstydziła się i poczerwieniała. Jednak on tego nie zobaczył, gdyż przecież wszędzie było ciemno.
- Co ty tu właściwie robisz?- zapytała obojętnym tonem dziewczyna spoglądając na blondyna.
- Pewnie to samo co ty.- odpowiedział ciesząc się ze swych słów.
Hermiona po raz kolejny zdała sobie sprawę z głupoty wypowiedzianych słów i postanowiła już zamilknąć. Szli teraz ramię w ramię bez słowa ze swoimi bagażami tuż obok. Malfoy raz po raz spoglądał swoim bystrym wzrokiem na dziewczynę podziwiając jej kobiece kształty. Robił to nie świadomie, ale musiał przyznać, że ostatnimi czasy zrobiła się z niej całkiem ładna dziewczyna. Teraz śledził uważnie, każdy nawet najmniejszy jej ruch. Patrzył jak poprawiała brązowe włosy, jak prostowała ręką swój nieco pognieciony mundurek, jak uśmiechała się do swojego zwierzaka umieszczonego w klatce. Dopiero teraz zauważył jak się zmieniła, jak wyładniała. Nim się spostrzegli znaleźli się na miejscu, z którego wszyscy uczniowie byli podwożeni pod bramy Hogwartu. Gryfonka spojrzała na chłopaka i mimo woli uśmiechnęła się do niego łagodnie. Ku jej zdziwieniu Draco odwzajemnił jej uśmiech. Teraz poczuła się trochę niezręcznie, gdyż nie wiedziała czy ma coś powiedzieć na dowiedzenia, czy po prostu odejść bez słowa. Jednak nie musiała już dłużej zadręczać się tymi pytaniami, gdyż Ślizgon wyciągnął do niej rękę i uścisnął na pożegnanie.
- Tylko patrz pod nogi!- rzucił blondyn odchodząc.
Dziewczyna uśmiechnęła się po raz kolejny, a w brzuchu poczuła motylki. Po chwili skarciła się w myślach, gdyż uświadomiła sobie, że za dużo sobie wyobraża. Co ona sobie właściwie wyobraża? W tamtej chwili sama nie wiedziała co czuje. Nie myśląc o tym dłużej odwróciła się w stronę powozów i już chciała zrobić pierwszy krok, gdy zobaczyła stojących w tamtym miejscu Harre'go i Rona. Na ten widok znieruchomiała momentalnie, a z jej twarzy zniknął już uśmiech. Ron stał cały czerwony ze złości, a Harry patrzył w jej stronę z szeroko otwartymi oczami i lekko uchylonymi ustami. Co za pech. Na pewno widzieli całe to zajście. Wiedziała, że teraz będzie miała kłopoty, że będzie musiała się z tego jakoś wytłumaczyć...

wtorek, 27 listopada 2012

Rozdział 4: Amnezja



" Słowa to wiele, ale milczenie to wszystko. " ♥


* * *
     Szli razem po opustoszałym korytarzu. Będąca wciąż w szoku Ginny wyrywała się co kilka chwil z ramion swoich braci, którzy pomagali jej iść. Hermiona spoglądała co pare minut na przyjaciółkę nie mając pojęcia co się z nią dzieje. Nie mogła ona jednak się nią zająć, gdyż musiała wskazywać chłopcom drogę do pana Trumpa. Profesor Trump to nowy nauczyciel Hogwartu. Był on nauczycielem obrony przed czarną magią. Z tego co dziewczyna wcześniej słyszała był on bardzo podobny do Dumbeldora zarówno z wyglądu jak i z charakteru. Hermiona miała nadzieję, że jako nauczyciel obrony przed czarną magią będzie wiedział co należy zrobić, aby pomóc Ginny. A co jeżeli nie będzie umiał sobie z tym poradzić? Co jeśli wogóle nie zna się na takich przypadkach? Dziewczyna wolała o tym nie myśleć i aby nie zadręczać się już tego typu pytaniami szła jeszcze szybszym krokiem. Co kilka chwil oglądała się za siebie sprawdzając czy nie zgubiła gdzieś po drodze Freda i Georga. Idąc słyszała za sobą jakieś niewyraźne słowa wypowiadane przez rudowłosą przyjaciółkę, które nieco ją zaniepokoiły. Bała się o nią coraz bardziej. Co się z nią dzieje? Dlaczego się tak zachowuje? Czyżby to były jakieś nieznane Hermionie skutki bliskiego spotkania z dementorem? Setki pytań krążyły w jej głowie nie znajdując jednak żadnej odpowiedzi. Nie mogła już o tym myśleć, gdyż znaleźli się pod drzwiami przedziału nowych nauczycieli. Dziewczyna nacisnęła w jednym momencie mosiężną klamkę drewnianych drzwi i w ułamku sekundy znalazła się w pokoju nauczycielskim. W pierwszej chwili poczuła się trochę nieswojo, gdyż uświadomiła sobie, że weszła do pomieszczenia nie pukając. Troche ją to zawstydziło i na jej twarzy można było ujrzeć pojawiający się rumieniec. Nie zważała jednak na to, w końcu nie po to tu przyszła. Uniosła spuszczoną w dół głowę w górę i ujrzała przed sobą wysokiego mężczyznę z okularami na nosie i intensywnie zielonymi oczami. Ubrany był w czarne spodnie od garnituru i białą, elegancką koszulę. Wyglądał bardzo schludnie, a w ręku miał książkę w granatowej okładce pod tytułem: "Po drugiej stronie". Teraz Hermiona wiedziała już, że to co słyszała od znajomych o podobieństwie między Trumpem, a Dumbeldorem było prawdą. Po chwili jednak ocknęła się z zamyślenia słysząc chrząknięcie mężczyzny. 
- Dzień dobry!- rzuciła czarownica bez namysłu.
- Witam cię moje drogie dziecko. Czy coś się stało?- zapytał troskliwie staruszek uśmiechając się przy tym do dziewczyny.
- Ja... Bo...- zaczęła się jąkać nie wiedząc od czego zacząć.- Fred, Georg! Chodźcie tu.
Bliźniacy weszli do przedziału z siostrą bladą jak ściana. Na twarzy profesora można było ujrzeć przez chwilę strach i przerażenie jednak po chwili nie chcąc tracić ani minuty zapytał:
- Co się jej stało?
- Pocałunek dementora...- powiedziała Hermiona, a na twarzach wszystkich zebranych pojawiło się zdziwienie. Jakim cudem dementor mógł znaleźć się na terenie pociągu?
Te dwa słowa wypowiedziane przez nastolatkę w pełni wystarczyły Trumpowi. Ruchem ręki nakazał, aby czym prędzej posadzić panienkę Weasley na fotelu obok jego walizki. W pierwszej chwili Ginny znów zaczęła się wyrywać i chciała uciec, ale została w porę powstrzymana. Profesor zbliżył się do niej powoli chcąc sprawdzić jej stan zdrowotny. Początkowo był trochę zakłopotany, gdyż widocznie dawno nie miał do czynienia z takimi przypadkami, ale po paru minutach nabrał pewności siebie. Trójka przyjaciół spoglądała co chwila to na mężczyznę, podziwiając jego umiejętności, to znowu na rudowłosą dziewczynę. Staruszek po upływie 10 minut zanurzył swoją dłoń w wielkiej walizce. Dało się usłyszeć dźwięk stukających o siebie fiolek aż w końcu z bagażu wyłonił się flakonik z niebieskim płynem w środku. Trump sięgnął po kubek i zaczął mamrotać coś pod nosem. W tym samym momencie szklanka zaczęła się napełniać, a po chwili była pełna świeżej, aromatycznej herbaty. Profesor wlał do niej pół zawartości fiolki i począł intensywnie mieszać przygotowany napój. Podał go Ginny i polecił, aby wypiła całą zawartość kubka. Dziewczyna początkowo spoglądała podejrzliwie, lecz po chwili wzięła pierwszy łyk. Widocznie jej posmakowało, gdyż po upływie niecałej minuty szklanka była pusta. Profesor rozejrzał się po zgromadzonych i uśmiechnął się na znak, że cała sytuacja została już opanowana.
- No to opowiadajcie, jak to się stało?- zapytał zaciekawiony mężczyzna.
- To ja... Byłam przy tym...- zaczęła mówić Hermiona siadając pomiędzy Fredem i Georgem.
Oczy wszystkich zgromadzonych znalazły się w tej chwili na niej. Dziewczynę trochę to onieśmieliło, ale po chwili oswoiła się z całą sytuacją. Opowiadała powoli nie pomijając ani jednego szczegółu. W niektórych momentach czuła jak zimny dreszcz przebiega jej po plecach, a w jej oczach błyszczały łzy. Oczy towarzyszy otworzyły się szeroko na wieść o tym, że młodej czarownicy udało się wyczarować Patronusa w takiej stresującej sytuacji. 
- Jak ci się to udało?- spytał profesor Trump widocznie zdziwiony niezwykłymi umiejętnościami dziewczyny. 
- Ja sama nie wiem... Po prostu czułam, że muszę to zrobić.
- A powiedz mi moja droga, jak ty się nazywasz?
- Hermiona... Hermiona Granger.- odpowiedziała nieśmiało. 
Teraz starzec uważnie przyglądał się małolacie, można by rzec, że nawet z podziwem. Jej oczy zwróciły się jednak w stronę śpiącej przyjaciółki, o którą wciąż jednak się bała.
- Co z nią?- zapytał Georg.
- A więc jest to bardzo rzadki przypadek.- zaczął Trump poprawiając okulary na nosie.- Jest to amnezja. Jak zapewne wszyscy doskonale wiecie typowymi skutkami "Pocałunku dementora" jest głębokie przygnębienie i smutek. W tym jednak przypadku było całkowicie inaczej. Stało się tak, ponieważ ta oto śpiąca dziewczyna próbowała się bronić przed atakiem tego stworzenia. Miała ona wiele wspomnień, zarówno dobrych jak i złych. Kiedy zaatakował ją dementor przypominała sobie ona wszystkie złe momenty jakie spotkały ją w życiu, aby nie mógł bezpośrednio dotrzeć do radosnej części jej pamięci. W ten sposób w jej głowie wytworzyła się pewna granica między wspomnieniami. Przerwanie jej groziło całkowitą utratą pamięci, więc czarownica wiele ryzykowała. Ta granica w głowie waszej koleżanki nie został jednak całkowicie przerwana, ale została naderwana i to może być skutkiem jej obecnego stanu. Nie będzie ona od razu wszystkiego pamiętać, jednakże nie utraciła całkowicie pamięci. Musicie jej pomóc przypomnieć sobie o jej życiu, o niej samej. 
Słysząc te słowa Hermionie spadł kamień z serca. To oznaczało, że Ginny była w pełnie bezpieczna i wystarczało jej tylko trochę pomóc, aby było tak jak kiedyś. Nieświadoma uśmiechnęła się do śpiącej, a po jej rumianym policzku spłynęła łza szczęścia. W przedziale nastała dłuższa chwila ciszy, która ostatecznie została przerwana przez profesora. 
- Dobrze dzieciaki, idźcie już. Wasza koleżanka zostanie ze mną do końca podróży, żebym mógł mieć ją na oku. Kiedy będziemy już na miejscu zostanie przewieziona do szpitala, do pani Pomfrey, tam będziecie mogli ją odwiedzić.
Nastolatkowie nic już nie powiedzieli tylko uśmiechnęli się do pana Trumpa i wyszli z przedziału. Fred i Georg spojrzeli na Hermione. Patrzyli tak na siebie krótką chwilę po czym chłopcy uśmiechnęli się do dziewczyny porozumiewawczo i odeszli. Domyśliła się, że bliźniacy również byli zmęczeni całą tą dość trudną dla nich sytuacją, więc ich nie zatrzymywała. Sama także postanowiła udać się do swojego przedziału. Przecież Harry i Ron mogli się już obudzić i szukać jej. Musi im w końcu wszystko opowiedzieć o tym co się stało. Przecież Ron to brat Ginny, a dla Harre'go jest ona bardzo bliska. Wzięła głęboki oddech i ruszyła przed siebie. Była już naprawdę zmęczona tym wszystkim. Była pewna, że w tym roku spotkają ją jakieś fascynujące przygody, ale nie wiedziała, że nadejdą one tak szybko. W końcu to co zrobiła to było coś niezwykłego. Mało kto potrafiłby sobie poradzić w takiej sytuacji. Mimo woli uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała w stronę jednego z mijanych przedziałów. Nie mogła uwierzyć w ten kolejny zbieg okoliczności. Siedział w nim Draco. Dlaczego tak często na niego wpada? To nie mogło dziać się przypadkiem, jednak dziewczyna tkwiła w przekonaniu, że to tylko jakiś dziwny zbieg okoliczności. Tym razem natomiast nie było to długie spotkanie, gdyż było to jedynie jedno zetknięcie się ich oczu. Hermiona szybko minęła przedział, więc nie była nawet w stanie stwierdzić co dokładnie działo się w środku. Miała jednak wrażenie, że przechodząc Malfoy uśmiechnął się do niej, ale nie złowieszczo, ale serdecznie. Dziewczyna znów przypomniała sobie o niefortunnym zajściu na korytarzu i mimowolnie zaczęła rozpamiętywać tamto zdarzenie. Przez te wszystkie myśli nie zauważyła jak szybko znalazła się obok swojego przedziału. Zajrzała przez szybę lecz w pomieszczeniu nic się nie zmieniło. Harry i Ron ciągle jeszcze spali w najlepsze nie zdając sobie sprawy z tego co się przed chwilą wydarzyło. Hermiona weszła cicho do przedziału, aby nie zbudzić śpiących. Pomyślała, że najpierw trochę ochłonie, a dopiero potem opowie towarzyszom o Ginny. Usiadła na zajętym wcześniej przez siebie miejscu i w tej samej chwili na jej kolanach znalazł się ten leniwy kocur Krzywołap. Miauknął cicho jakby na znak, że stęsknił się za właścicielką. Dziewczyna zaczęła głaskać zwierzaka po grzbiecie, a swój wzrok skierowała w stronę okna. Znów te piękne widoki. Kochała je... Myślami wciąż krążyła wokół zdarzeń z ostatniej godziny. Powieki coraz bardziej przymykały jej brązowe oczy. W końcu całkowicie pogrążyła się we śni wciąż myśląc o nim... Draco Malfoy'u. 

niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 3: Expecto Patronum



" Trzeba być podobnym, aby się zrozumieć i innym, aby się pokochać. " ♥


* * *
     Hermiona stała na korytarzu, na którym znajdowało się kilku uczniów Hogwartu. Wszystko wydawało się teraz takie magiczne. Młodzi czarodzieje i czarownice byli ubrani w szkolne mundurki z naszytymi godłami swoich domów, pierwszoroczniacy wypróbowywali swoje nowe różdżki rzucając zaklęcia, które usłyszeli od starszych kolegów i oczywiście nie zapominając o wózku ze słodyczami, który nadjeżdżał z naprzeciwka. Dziewczyna spojrzała na panią pchającą wózek, uśmiechnęła się do niej ciepło i rozejrzała się po słodyczach. Wśród tych wszystkich smakołyków były m.in.: fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta, paszteciki z dyni, likrowane pałeczki, pieprzne diabełki, balonówki Drooblego oraz wiele, wiele innych.
- Panienka coś sobie życzy?- zapytała życzliwie starsza pani.
- Nie, ja dziękuję...- odpowiedziała szybko Hermiona.- Albo... Może jednak poproszę kilka czekoladowych żab.- dodała po chwili kusząc się na kupno swoich ulubionych słodyczy.
- Dobrze. Już podaję.
W jednym momencie dziewczyna otrzymała zamówienie, po czym włożyła rękę do swojej kieszeni i poczęła szukać w niej portmonetki. Niebawem udało jej się znaleźć poszukiwany przedmiot, więc wyjęła z portfela kilka złotych monet i podarowała je sprzedawczyni. Staruszka podziękowała jej, uśmiechnęła się i odjechała z wózkiem pełnym słodyczy. Po chwili do nozdrzy Hermiony dostał się zapach świeżo zakupionych słodkości. Zanurzyła rękę w torebce z czekoladowymi żabami, wyjęła jedną i włożyła sobie do ust. Westchnęła cicho upajając się smakiem łakoci i oparła się plecami o najbliższą ścianę. Spoglądała na zmieniające się co kilka minut krajobrazy i zachwycała się ich pięknem. Patrzyła tak dobre dziesięć minut, gdy nagle przypomniała sobie po co wyszła z przedziału. "Jakie ja mam szczęście..." pomyślała zjadając kolejną czekoladową żabę.
- Ginny...- powiedziała do siebie cichutko i od razu skierowała się w stronę toalet. 
Idąc skarciła się w myślach. Jak mogła o niej zapomnieć? Przemierzając korytarz pytała wszystkich znajomych czy nikt nie widział jej przyjaciółki, ale niestety na nieszczęście dziewczyny nikt nic nie wiedział. 
- Cześć Hermiona!- powiedziała Luna do zamyślonej dziewczyny. 
- Ooo! Cześć!- odpowiedziała trochę zmieszana. 
- Czy wszystko w porządku? Wydaje mi się, że jesteś trochę zdenerwowana. 
- Wiesz, martwię się o Ginny... Wyszła z przedziału dobre pół godziny temu i od tego czasu nikt jej nie widział. Może chociaż ty ją widziałaś?
- Nie. Bardzo mi przykro...
- W porządku... To przecież nie twoja wina.- powiedziała dziewczyna odchodząc. 
Luna nic już nie powiedziała tylko pomachała koleżance i także poszła w swoją stronę. Teraz na korytarzu nie było już nikogo, więc Hermiona samotnie udała się w stronę toalet dziewcząt. Szła szybko potykając się co chwila o własne nogi. W końcu jednak zawadziła nogą o kawałek swojej szaty i runęła przed siebie. Była już przygotowana na upadek, którego skutkiem mogłoby być najprawdopodobniej potłuczenie, ale ku jej zdziwieniu nic takiego nie nastąpiło. Poczuła tylko, że ktoś łapie ją w talii i podnosi w górę, i po chwili dziewczyna stała już stabilnie na nogach. Podniosła swój wzrok chcąc ujrzeć twarz osoby, która nie pozwoliła jej upaść. Już miała powiedzieć: "Dziękuję", gdy jej oczy spostrzegły owego wybawcę... Oto tuż przed nią stał i trzymał ją w objęciach Draco Malfoy. Tak... Ten chłopak, który normalnie śmiałby się z tego, że Hermiona przewróciła się potykając się w dodatku o własne nogi. Ale nie dziś... Co się z nim stało? Dziewczyna patrzyła w jego błękitne oczy i nie mogła oderwać od nich wzroku. Były takie piękne... Czarny garnitur Draco idealnie współgrał z opadającymi bezwładnie na czoło jasnymi, blond włosami. Oboje wyglądali na dość zmieszanych, ale nic z tym nie robili. Patrzyli teraz sobie prosto w oczy tkwiąc w objęciach i nic nie mówiąc. Po chwili jednak Hermiona zdała sobie sprawę, że ktoś może obserwować całe to zdarzenie, więc nie myśląc dłużej szybko odepchnęła od siebie chłopaka.
- Uważaj Granger!- powiedział Draco, a na jego twarzy pojawił się ten dobrze już wszystkim znany jego szyderczy uśmieszek.
- Odczep się Malfoy!- odpowiedziała zdenerwowana dziewczyna. 
- Spokojnie, spokojnie. Przecież tu nie ma z czego się śmiać. Mogłaś się zabić!
Hermiona widząc wyraźne zadowolenie na obliczu Draco postanowiła dłużej nie toczyć z nim rozmowy. Ostatni raz spojrzała mu głęboko w oczy. Zobaczyła w nich radość, ale widziała, że jej przyczyną nie był fakt, że chłopak mógł dogryźć dziewczynie. Była jakaś inna... Taka jakiej jeszcze nigdy nie widziała. Nie mogła jednak już dłużej upajać się widokiem tych cudnych oczu, gdyż bała się kolejnych docinków ze strony nieprzyjaciela. Odwróciła się na pięcie i podążyła wzdłuż korytarza.
- Tylko patrz pod nogi!- usłyszała jeszcze raz ten żałosny ton Draco za plecami, ale już się tym nie przejmowała. 
Przechodząc do następnego korytarza skierowała jeszcze raz swój wzrok w stronę wroga i zobaczyła, że na jego twarzy nie widać już nawet małej namiastki radości, którą tryskał jeszcze przed sekundą. Jednak nie przywiązywała do tego większej uwagi. Szła starając się nie myśleć o tym co przed chwilą zaszło. Niestety nie była w stanie uchronić się od myśli, który wciąż krążyły wokół osoby Draco. Czemu musiała się potknąć akurat wtedy? Dlaczego jej pomógł? Skąd on w ogóle się tam wziął? Co prawda, kiedy pomógł jej wstać zachował się standardowo, ale dlaczego nie pozwolił jej upaść? W jej głowie kłębiły się teraz setki pytań, ale ona nie była w stanie odpowiedzieć sobie nawet na jedno z nich. Teraz jej policzki były w intensywnej barwie czerwieni, a twarz cała rumiana. Serce biło jej jak szalone, ręce trzęsły się jak galareta, a w brzuchu czuła motylki. To co się z nią w tej chwili działo to były klasyczne objawy zauroczenia, jednak ona nie dopuszczała do siebie takiej myśli. Przecież ona, Hermiona Granger, nie mogłaby być z kimś takim jak Malfoy. Przecież to absurd! Po raz kolejny jednak skarciła się w myślach, gdyż znów przestała myśleć o przyjaciółce, a zajęła się tylko swoimi sprawami. Wkrótce doszła do drzwi toalety. Złapała za klamkę, ale nim jednak zdążyła ją nacisnąć zrobiło jej się potwornie zimno. Wnet poczuła jak ciarki przechodzą jej po plecach. Zdziwiła się tym nagłym poczucie zimna, ponieważ gdy wyglądała zaledwie pare minut temu przez okno, widziała wzbijające się wysoko w górze gorące słońce. Chcąc sprawdzić stan pogody postanowiła wyjrzeć przez znajdujące się najbliżej okno, ale tym razem zobaczyła zupełnie co innego niż wcześniej. Na niebie nie widać było już słońca lecz wszędzie rozciągały się czarne i szare chmury zwiastujące deszcz. Nie było widać nawet horyzontu, ponieważ dookoła pociągu znajdowała się tylko gęsta, biała mgła. Dziewczyna jednak nie zastanawiała się dłużej i pomimo zimna dochodzącego z toalety otworzyła drzwi i weszła do środka.

* * * 

     Nareszcie znalazła się w toalecie dziewcząt. Miejsce to było bardzo ładnie urządzone. Na podłodze rozciągały się duże, błękitno-szare płytki ułożone w kwadraty. Ściany były w kolorze fioletu, a gdzie nie gdzie zawieszone były piękne obrazy o różnych tematykach. Po lewej i po prawej stronie znajdowały się dwa szeregi toalet. Naprzeciwko Hermiony znajdowało się kilka białych umywalek, a nad nimi zawieszone było duże lustro w srebrnej ramie. Całe pomieszczenie wydawało się być we mgle i wydawać się mogło, że wypełnione było smutkiem. Jedynym źródłem światła w tym pomieszczeniu było duże, okrągłe okno. Dziewczyna położyła swoje dłonie na ramionach, aby chociaż troszkę się ogrzać. 
- Ginny? Jesteś tutaj?- zapytała niepewnie, nieco przestraszona. 
Rozglądając się dookoła weszła do dalszej części toalet. Spojrzała na podłogę i sama nie mogła uwierzyć w to co widzi. Drgnęła lekko z przerażenia, a po chwili całkiem zesztywniała. Zobaczyła wówczas swoją przyjaciółkę leżącą nieruchomo na podłodze. Nad nią natomiast unosiła się wysoka postać w czarnym, postrzępionym płaszczu, który zakrywał całe jej ciało pozostawiając odkryte tylko dłonie i twarz. Nie było żadnych wątpliwości... To był dementor. Dziewczyna wiedziała o nich wszystko, doskonale znała zaklęcie jakie trzeba rzucić, aby się przed nim obronić jednak teraz nie była w stanie nawet się ruszyć. Hermiona patrzyła na to jak dementor wysysa wszystkie dobre wspomnienia z bezradnej towarzyszki, czyli składał tak zwany "Pocałunek Dementora". W wyniku tego "pocałunku" pozbawiał on swoją ofiarę wszelkich uczuć, zamieniając ją w niezdolną do myślenia i czucia skorupę. Młoda czarownica była sparaliżowana tym co się działo. Myślała, że to ją przerosło, że nie jest w stanie nic zrobić, gdyż bała się nawet oddychać. Po jej policzkach spływały łzy spowodowane strachem. Drżącą ręką wyjęła swoją różdżkę i skierowała ją w kierunku dementora. Powoli otworzyła usta, aby wypowiedzieć zaklęcie. Nie wiedziała czy jej się udała, czy tym razem podoła wyzwaniu, ale mimo tego musiała spróbować. Zebrała się w sobie i zamknęła oczy, z których wciąż wylewały się łzy. 
- Expecto Patronum!- krzyknęła w jednej chwili i w całym pomieszczeniu rozbłysło jasne światło wydobywające się z różdżki dziewczyny. 
Do jej uszu doszedł jakby krzyk dementora, ale ona wciąż stała w jednym miejscu. Minęło kilka minut, a ona wciąż nie otwierała oczu. Bała się tego, że nie dała rady, że coś mogło pójść nie tak. Jednak w końcu się odważyła. Uniosła powoli powieki z oczu i spojrzała przed siebie. Nie zobaczyła jednak nic. Odetchnęła z ulgą, gdyż widocznie udało jej się obronić przed dementorem. Ale po chwili przypomniała sobie także o przyjaciółce. Zwróciła teraz swój wzrok w stronę ziemi, a tam ujrzała leżącą nieruchomo Ginny. Podbiegła do niej i klękła obok. Widziała swoja towarzyszkę, wiedziała, że nic już jej nie grozi, że teraz musi być już wszystko dobrze. Musi być... Uniosła jej głowę i położyła na swoich kolanach. Dziewczyna patrzyła na nią nie odrywając od przyjaciółki wzroku nawet na chwilę. Ginny otworzyła powoli oczy. Na twarzy Hermiony pojawił się delikatny zarys uśmiechu, ale łzy ciągle jeszcze spływały jej po policzkach. 
- Co się dzieje? Gdzie ja jestem?- zapytała zdezorientowana Ginny.
- Spokojnie już wszystko będzie dobrze... Już wszystko będzie dobrze.
Dziewczyna podniosła towarzyszkę z ziemi i powoli udała się z nią w stronę wyjścia. Kiedy wyszły z toalet na korytarzu zobaczyły przechadzających się Freda i Geogra.
- Co się stało? Co jest Ginny?- zapytali równocześni przestraszeni wyglądem siostry bliźniacy.
- Kim oni są? Gdzie ja jestem?- odpowiedziała pytaniem na pytanie rudowłosa czarownica.
- Spokojnie, nic się nie martw. Chłopcy szybko! Musimy ja zaprowadzić do pana Trumpa.- oznajmiła trzeźwo myśląca Hermiona.
- Ale co się z nią stało?- zapytał ponownie Fred.
- To dementor... Ona...- dziewczynie załamał się głos i po jej obliczu znów spłynęły łzy.
Bliźniacy nie pytali już o nic więcej. Pomogli dziewczynie prowadzić Ginny i skierowali się w kierunku przedziału pana Trumpa- nowego nauczyciela Hogwartu. Cała trójka była przestraszona stanem towarzyszki, a szczególnie jej rodzeństwo. Nikt nie wiedział co się z nią stanie...

poniedziałek, 5 listopada 2012

Rozdział 2: Powrót



" Przyjaźń jest jak słońce: czasem coś ją przysłoni, lecz nigdy nie gaśnie " ♥


* * * 
     Siedziała teraz z głową opartą na kolanach, a jej twarz zakryta była puszystymi, brązowymi włosami. Nie mogła zrozumieć tego co zaszło zaledwie przed chwilą. Zastanawiała się czego miały dotyczyć słowa, które słyszała siedząc przed kominkiem. Twarz, którą wówczas widziała tak bardzo przypominała jej jego... Draco Malfoya chłopaka, który miał obsesję na punkcie czystości krwi i który niejednokrotnie nazwał ją "szlamą". "Dlaczego on?" to pytanie nie pozwalało jej się skupić na niczym innym. Przecież to on był jej wrogiem już od pierwszej chwili znajomości, więc dlaczego teraz miałoby się coś zmienić. I jeszcze to słowo, które wciąż powtarzał: "Nieświadomość...". Jej myśli krążyły wokół tego dziwnego i niezrozumiałego zdarzenia. Hermiona straciła całkowicie poczucie czasu, upływającego w mgnieniu oka. Z rozmyślań wyrwało ją dopiero poruszenie się drzwi, które pod wpływem ciała dziewczyny nie były w stanie się otworzyć. Wówczas usłyszała głos mamy:
- Hermiona wszystko w porządku? Dlaczego nie mogę otworzyć? Zamknęłaś się czy co?- powiedziała z radością w głosie.
Dziewczyna gwałtownie wstała z podłogi, poprawiła trochę pognieciony mundurek i odpowiedziała zmieszana:
- Yyyyy... Bo...- jąkała się nie mogąc znaleźć logicznego wytłumaczenia.- To mój kufer... Tak... Zapomniałam, że go tam postawiłam. Musiałam  sprawdzić czy wszystko spakowałam.- odetchnęła z ulgą znajdując dość wiarygodną wymówkę.
- Słońce, nie martw się tak tym wyjazdem, przecież nie wyjeżdżasz na koniec świata.- powiedziała mama wychylając lekko głowę zza drzwi.
- Dobrze.- odpowiedziała uśmiechając się do mamy, która tak bardzo się o nią troszczyła.
- Wyjeżdżamy za 30 minut, więc masz jeszcze chwilkę dla siebie.
- W porządku. Będę gotowa.
Nastała chwila ciszy po czym znowu ozwał się głos mamy:
- Oj dziecko... Nawet nie wiesz jak będzie nam cię tu brakować.
- Mamo...- powiedziała przytulając ją mocno do siebie.- Uśmiechnij się. Przecież niedługo znowu się zobaczymy.- dodała pocieszając swoją rodzicielkę Hermiona.
- Dobrze, już dobrze.- rzekła mama odwzajemniając uścisk córki.
Niebawem opuściła pokój i dziewczyna znowu została sama w pomieszczeniu. Nerwowo spojrzała na zegarek, aby sprawdzić godzinę.  Była 10.02. Młoda uczennica zdenerwowała się sama na siebie, ponieważ dostrzegła jak wiele czasu straciła na rozmyślanie o czymś, co mogło być tylko wytworem jej bujnej wyobraźni. 
- Dość!- powiedziała do siebie półgłosem.- Koniec tych rozmyślań o jakichś głupotach! Zaraz przecież wyjeżdżam... Pora sprawdzić czy wszystko gotowe.- dodała po chwili dumna ze swego postanowienia.
Podeszła do lustra i poprawiła nieco potargane włosy. Następnie rzuciła jeszcze raz okiem na zawartość swojego kufra po czym zamknęła go dokładnie na wszystkie spusty. Teraz wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Hermiona stała zadowolona obok okna i patrzyła przed siebie. Słońce unosiło się już wysoko nad horyzontem, ptaki śpiewały radośnie, a kolorowe motyle fruwały najpierw wysoko potem zaś nisko. Dziewczynę zachwycił ten widok i aż żal ścisnął jej serce, że musiała stamtąd odjeżdżać. W końcu tak bardzo lubiła swój pokój, widok z okna oraz chwile spędzane z rodzicami. Po chwili jednak znów rozpromieniała. Przecież wyjeżdżała do szkoły magii i czarów w Hogwarcie, w której będą jej najlepsi przyjaciele, z którymi zapewne przeżyje jakieś niesamowite przygody. Teraz, już nawet przez chwilę nie myślała o tym co zdarzyło się w salonie. Nagle poczuła, że coś łasi się do jej nogi. Drgnęła lekko, przestraszona trochę nagłym, niespodziewanym ruchem Krzywołapa, który tak bardzo lubił zabawy z Hermioną. Więc dziewczyna wzięła go na ręce i zaczęła drapać po puszystym brzuchu. Kot mruczał z zadowolenia tak głośno, że młoda czarownica roześmiała się po czym spojrzała na zegarek. "Najwyższa pora wyjeżdżać"- pomyślała wkładając zwierzaka do klatki. Chwyciła bagaże i ostatni raz rozejrzała się po swoim pokoju. Jej wzrok zatrzymał się na fotografiach wiszących nad biurkiem. Podeszła do niego i wzięła do ręki jedno ze zdjęć. Przedstawiało ono Święta Bożego Narodzenia, które dziewczyna spędziła w Hogwarcie. Był na nim cały pokój wspólny Gryffindoru oraz jego lokatorzy uśmiechnięci, radośni i tacy magiczni. Wzięła fotografie i włożyła ją do torebki z koralikami, którą zawsze miała pod ręką. Teraz była już w pełni gotowa do wyjścia. Zamykając drzwi uśmiechnęła się, a one zaskrzypiały jakby chciały rzec: "Wracaj szybko!". W ciągu paru minut znalazła się na dole z walizkami i Krzywołapem w klatce, który najwidoczniej nie był zachwycony ze swojego położenia. Rodzice już na nią czekali. Wyszli przed dom, a tam tata pomógł Hermionie włożyć wszystkie bagaże do bagażnika. Dziewczyna stała jeszcze przez moment patrząc na rodzinny dom po czym poczuła na swoim ramieniu dłoń mamy:
- Chodź kochanie. Musimy już jechać.- powiedziała troskliwym głosem.
Hermiona uśmiechnęła się delikatnie, a jej oczy zaszkliły się łzami. Nic nie mówiąc wsiadła do samochodu po czym odjechali.

* * *            

     Podróż minęła bardzo szybko. W końcu dom Hermiony oddalony był tylko o cztery kilometry od dworca King's Cross, więc w przeciągu kilku minut znaleźli się na miejscu. Dziewczyna wysiadła z samochodu z podręcznikiem do transmutacji, ale po chwili uświadamiając sobie gdzie jest, schowała go szybko do torebki z koralikami. Przecież jako czarownica nie mogła się wyróżniać w zwykłym świecie, w świecie mugoli. Rodzice pomogli jej wypakować walizki z bagażnika po czym udali się w kierunku peronu 9 i 3/4 z którego odjeżdżał expres do Hogwartu. Po drodze młoda uczennica zauważyła kilku swoich znajomych ze szkoły, więc z uśmiechem na twarzy pomachała im na przywitanie. Nim się obejrzeli znaleźli się pomiędzy peronem 9, a 10. Hermiona rzuciła się rodzicom na szyję i powiedziała: 
- Będę za wami tęsknić.
- My za tobą też i to jeszcze bardziej niż ty za nami.- opowiedzieli równocześnie rodzice.
W tym momencie po policzku dziewczyny stoczyło się kilka łez, które zauważając mama otarła szybko i rzekła:
- Słońce nie płacz. Przecież za chwilkę, za tą ścianą zobaczysz swoich przyjaciół, którzy też na pewno za tobą bardzo tęsknili. No, idź już.- dodała z uśmiechem, ale widać było że łzy cisną jej się do oczu. 
Małolata uśmiechnęła się na słowa mamy, a potem ucałowała ją i tatę na pożegnanie. Potem starając się nie zwracać na siebie uwagi rozbiegła się i w jednym momencie znalazła się na magicznym peronie, z którego za kilka minut miał odjeżdżać pociąg do jej ukochanej szkoły. Dziewczyna obejrzała się za siebie jakby chciała jeszcze raz ujrzeć twarze rodziców, ale przed nią widniała już tylko ceglana kolumna. Wzięła głęboki wdech i ruszyła przed siebie po zatłoczonym peronie. Rozglądała się na lewo i prawo chcąc ujrzeć chociaż jednego ze swoich przyjaciół, z którymi spotkania wyczekiwała już od dawna. Po dłuższym momencie poszukiwań nareszcie ich ujrzała. Oto stali na wprost niej jej najlepsi przyjaciele: Ron Weasley oraz Harry Potter, chłopcy z którymi była związana od pierwszego roku nauki magii i czarów w Hogwarcie. Teraz to byli już prawie dorośli mężczyźni, ale mimo tego traktowała ich jak małych chłopców. Jak najszybciej umiała podbiegła do nich i oplotła swoimi rękami szyje towarzyszów.
- Eii, bo nas tu zaraz udusisz!- rzucił na powitanie Ron uśmiechając się serdecznie. 
- Też mi cię miło widzieć Ronaldzie.- odpowiedziała dziewczyna uśmiechając się od ucha do ucha.- A czy nie mieliście do mnie przypadkiem pisać w wakacje?- dodała po chwili.
-Taa... Codziennie!- rzekł Harry, który był w świetnym humorze.
Hermiona uderzyła go lekko pięścią w ramię po czym wszyscy troje wybuchnęli radosnych śmiechem. Wymienili ze sobą kilka słów w oczekiwaniu na Ginny, która niebawem się zjawiła. 
- Czemu jeszcze nie wsiadacie?- rzuciła w pośpiechu.- Przecież za chwilę odjeżdżamy. Chodźcie szybko!- dodała po chwili wpakowując swoje walizki do pociągu. Rzeczywiście za pięć minut czerwony Expres Londyn-Hogwart miał odjechać, więc czym prędzej trójka przyjaciół poszła w ślady Ginny. Tym sposobem w ułamku sekundy znaleźli się na korytarzu pociągu. Dopiero teraz dziewczęta mogły się spokojnie przywitać.
- Ginny tak bardzo za tobą tęskniłam! Dziękuję, że chociaż ty do mnie pisałaś.- powiedziała Hermiona przytulając przyjaciółkę.
- Ooo... Ja też za tobą tęskniłam! Wiesz, gdyby nie ta poczta to chybabym oszalała w tym domu wariatów.- dodała Ginny wypuszczając z objęć towarzyszkę.
- Chodźmy Harry, bo przez te tu dwie panienki nie znajdziemy już żadnych wolnych miejsc.- powiedział Ron uśmiechając się do przyjaciela.
- Ron, ty zazdrośniku.- powiedziały razem dziewczyny śmiejąc się po czym cała czwórka ruszyła w poszukiwaniu wolnego przedziału. 
Po paru minutach poszukiwań udało im się znaleźć wolne miejsca. Usiedli wygodnie i zaczęli rozmawiać o minionych wakacjach i w ogóle o wszystkim co się zdarzyło od czasu, gdy się nie widzieli. Podróż mijała im w miłej atmosferze. Śmiejąc się i konwersując na różne tematy niebawem Harry i Ron zasnęli ze zmęczenia. Ginny i Hermiona postanowiły ich nie budzić, ponieważ do Hogwartu był jeszcze kawał drogi. 
- Wychodzę na chwilkę do łazienki, idziesz ze mną?- zapytała rudowłosa panienka Weasley.
- Nie, dzięki. Ja zostanę tu z chłopcami, dobrze?- zapytała nieco senna Hermiona.
- W porządku. Za minutkę wracam.
Mówiąc to Ginny wyszła z przedziału i dziewczyna została w nim sama ze śpiącymi przyjaciółmi. Patrzyła na wierzchołki drzew, które mijał pociąg, podziwiała krajobrazy, napawała się pięknem natury. Po upływie dość dużej ilości czasu młoda czarownica zaczęła niepokoić się o przyjaciółkę. Postanowiła wyjść na korytarz i jej poszukać. Powoli wstała, aby nie zbudzić żadnego ze swych towarzyszy, w tym śpiącego obok zajętego przez nią miejsca Krzywołapa. Udała się w stronę drzwi przedziału i w jednej chwili znalazła się na korytarzu. Analizując słowa towarzyszki postanowiła pójść w stronę łazienki, gdyż tam z tego co wcześniej mówiła, powinna się znajdować. Ruszyła w stronę toalet nieświadoma tego co za chwilę się wydarzy...

piątek, 2 listopada 2012

Rozdział 1: Nieświadomość

    
" Wspomnienia mają tylko urozmaicać mało interesujące części przeszłości " ♥


* * *
     Ostatnie dni wakacji... Już za kilkanaście godzin Hermiona będzie siedziała w pociągu, który zawiezie ją do Hogwartu. Teraz znajdowała się w niewielkim pokoju. Ściany były w kolorze czerwonym, który tak bardzo przypominały jej barwy Gryffindoru. Wzdłuż jednej ze ścian rozciągało się duże, dwuosobowe łóżko, na którym chaotycznie była rozłożona świeża pościel w kolorowe kropki. Obok niego znajdowała się mała szafka nocna. Na blacie tej pułki ustawione były sterty podręczników szkolnych, które Hermiona tak bardzo lubiła czytać przed snem. Na środku pokoju rozciągał się duży, żółty, puszysty dywan, a obok niego stał mały stolik, na którym obecnie znajdował się tylko wazon z kwiatami. Były one takie piękne, a ich słodki zapach wypełnił wówczas całe pomieszczenie. Teraz dziewczyna siedziała przy biurku upajając się zapachem świeżo zerwanych kwiatów oraz wertując podręczniki, które i tak znała już na pamieć. Myślami jednak błądziła wokół nadchodzącego roku szkolnego. Zastanawiała się jakie spotkają ją przygody, które dotąd razem z Harry'm i Ronem bardzo często przeżywała. Gdy przypominała sobie jak razem z Ronem pomagała Harremu odkryć tajemnicę Kamienia Filozoficznego z rozmyślań wyrwało ją ciche mruczenie Krzywołapa, który siedział na biurku przypatrując się uważnie dziewczynie. Hermiona spojrzała na niego, uśmiechnęła się łagodnie i pogłaskała go po rudym futrze. Po chwili jednak skarciła się w myślach, gdyż uświadomiła sobie, że nie zapamiętała ani jednego słowa przeczytanego w książce. Już miała wrócić do dalszej lektury podręcznika do eliksirów, gdy jej wzrok zatrzymał się na czarno-białej fotografii, która była zawieszona nad biurkiem. Przedstawiała ona Harr'ego, Rona i ją samą podczas ich pierwszego roku w Hogwarcie. Dziewczyna znów się uśmiechnęła ukazując przy tym swoje białe zęby i rozejrzała się po innych zdjęciach. Postanowiła, że dzisiaj da sobie spokój z nauką, ponieważ wiedziała, że i tak nic nie zapamięta. Przypominając sobie stare, dobre czasy powoli wstała z krzesła i zbliżyła się w stronę okna. Swoją gładką dłonią odsunęła delikatnie zasłonę i spojrzała przed siebie. Widok był piękny. Pomimo, iż zapadł już zmrok, Hermiona dokładnie widziała odbicie srebrzystego księżyca na tafli jeziora, które tak ładnie wyglądało nocą. Dziewczyna patrzyła przez moment na tę uroczą scenerię, nie myśląc kompletnie o niczym. Po prostu w pełni chciała nacieszyć się pięknem tej chwili. Po dłuższym momencie Hermiona ocknęła się i powróciła do rzeczywistości, która nie była dla niej szara jak dla większości ludzi. Była szczęśliwa, gdyż za kilkanaście godzin zobaczy znów swoich przyjaciół, za którymi tak bardzo tęskniła w wakacje oraz wróci do nauki magii i czarów w Hogwarcie. Dziewczyna podeszła do łóżka i padła na nie beztrosko wtulając się w ciepły koc, a Krzywołap który nie spuszczał jej ani na chwilę z oczu podążył jej śladami. W jednym momencie znalazł się obok niej i wtulił się w jej ramię, łasząc się i głośno mrucząc z zadowolenia. Brązowe włosy Hermiony otaczały ją dookoła, a w połączeniu z uśmiechem nie schodzącym dziewczynie od paru minut z twarzy, idealnie się dopełniały. Znów zaczęła przypominać sobie jak mijały jej poprzednie lata w Hogwarcie. Wkrótce przytłoczona wspomnieniami, powoli zamknęła oczy i pogrążyła się we śnie.       

* * *

     To już dziś... Nareszcie nastał upragniony dzień dla Hermiony, dzień powrotu do nauki w Hogwarcie. Jasne promienie słońca przedarły się przez białe zasłony zbudzając dziewczynę ze snu. Wyciągnęła rękę w stronę zegarka i spojrzała na niego. Była 8.00, za 3 godziny Hermiona będzie siedziała w przedziale razem ze swoimi przyjaciółmi rozmawiając zapewne o ubiegłych wakacjach. Na samą myśl o tych wydarzeniach na jej twarzy pojawił się uśmiech. Powoli wstała z łóżka i rozłożyła szeroko ręce w ramach rozciągnięcia. Potem skierowała się do drzwi i udała się w stronę łazienki. Tam wzięła prysznic, wysuszyła brązowe włosy i ubrała się w szkolny mundurek. Wróciła do swojego pokoju i jeszcze raz sprawdziła zawartość kufra, który od kilku dni był już spakowany. Kiedy sprawdzała czy znajdują się w nim wszystkie podręczniki wówczas usłyszała głos dochodzący zza drzwi:
- Hermiona, śniadanie. Chodź szybko!
- Dobrze mamo, już schodzę.- rzuciła szybko w odpowiedzi.
Wychodząc z pokoju spojrzała jeszcze raz w lustro, aby sprawdzić czy wygląda schludnie jak na uczennicę Hogwartu przystało. Po kilku chwilach poprawiania swoich rudych, kręconych włosów, udało jej się ułożyć je tak jak chciała i wyszła z pomieszczenia. Schodząc po schodach poczuła zapach świeżo usmażonej jajecznicy, którą bardzo lubiła jeść na śniadanie. Gdy była już prawie na samym dole rzuciła okiem na wiszące na ścianie rodzinne fotografie i uśmiech znów zagościł na jej twarzy. Kiedy weszła do jadalni śniadanie stało już na stole. Dziewczyna usiadła na swoim stałym miejscu i rozejrzała się po pokoju. Mama krzątała się jeszcze po kuchni, tata siedział w ulubionym fotelu bujanym czytając "New Times". Na nosie miał okulary, które dodawały mu powagi. Hermiona po tej krótkiej chwili zamyślenia, zaczęła jeść. Na swój talerz nałożyła świeżo usmażoną przez mamę jajecznicę ze szczypiorkiem oraz nalała sobie pełen kubek herbaty owocowej. Podczas posiłku zamieniła kilka słów z rodzicami, a gdy skończyła wstała od stołu i podziękowała za śniadanie. Potem weszła do salonu i usiadła przed kominkiem. Wpatrywała się w ogień oraz wyskakującym z niego od czasu do czasu iskrom. Kiedy tak się przyglądała temu niezwykłemu zjawisku nagle zauważyła, że kłody układają się na coś w rodzaju ludzkiej twarzy. Dziewczyna otworzyła szeroko oczy i szepnęła nieświadoma, że ktoś może ją usłyszeć:
- Ale... Przecież to nie może być...- mówiąc to przetarła oczy, ale mimo to nic się nie zmieniło, dalej widziała te same rysy twarzy co przed chwilą. Słyszała jakiś głos, powtarzający wciąż jedno słowo.
- Co mówisz Hermiono?- zapytała mama z kuchni.
Hermiona jakby nagle zbudzona ze snu wzdrygnęła się lekko i powiedziała:
- Ja... Nic...- znów zwróciła swój wzrok w stronę kominka, ale teraz już nic tam nie zauważyła. Trochę przerażona całą tą sytuacją chciała krzyknąć lecz powstrzymała się, gdyż uświadomiła sobie, że rodzice mogą ją usłyszeć. Nie zastanawiając się już dłużej wstała, podeszła do taty pocałowała go w policzek, a później do mamy i przytuliła ją mocno. Potem wyszła z kuchni i udała się do swojego pokoju. Zamknęła drzwi i oparła się o nie całym ciałem. Rozmyślając o zdarzeniu, które zaszło kilka minut temu, powoli zsuwała się w dół. Kiedy znalazła się na samym dole, usiadła na podłodze, a w jej głowie pozostało tylko jedno pytanie: "Dlaczego on?".