" Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. " ♥
* * *
Dziewczyna stała bez ruchu, patrząc na dwójkę swoich przyjaciół, stojących kilka metrów przed nią. Na twarzy Rona widoczne było rozdrażnienie i ogromna złość, która nigdy wcześniej nie ukazała się na obliczu chłopaka w tak wielkim stopniu. Natomiast Harry stał z wytrzeszczonymi oczyma i lekko otworzonymi ustami. Hermiona po upływie dość długiego czasu wyrwała się z osłupienia i zrobiła pierwszy krok w stronę towarzyszy. Zebrała swoje wszystkie walizki i powoli, z głową spuszczoną w dół zbliżała się do chłopców. Starała się ociągać najbardziej jak tylko mogła, ponieważ chciała wymyślić jakieś logiczne wytłumaczenie zaistniałej przed chwilą sytuacji. Nim się jednak obejrzała znalazła się przy przyjaciołach i od razu usłyszała donośny, pretensyjny ton głosu Rona:
- Co to wogóle miało być?!
- Ron o co ci chodzi?- zapytała brunetka, udając, że nie wie co chłopak ma na myśli.
- O co mi chodzi? O co mi chodzi?! To twój nowy przyjaciel? Podaliście sobie ręce na pożegnanie, a w drodze tutaj pewnie nas obgadywaliście, co?
- To nie jest żaden nowy przyjaciel! To wy jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi i doskonale o tym wiecie! Kiedy wyszłam z pociągu na peronie nie było widać żywej duszy, więc postanowiłam ruszyć samotnie. Gdy tak szłam to wówczas dołączył do mnie Dra... Malfoy!
- O, to widzę, że już sobie nawet po imieniu mówicie! No ładnie...
- Przestań! Chyba sam nie wierzysz w to co mówisz. To był tylko głupi zbieg okoliczności! Podałam mu dłoń na pożegnanie i tyle! Nic więcej się tam nie wydarzyło, rozumiesz?!
Nastała głucha cisza między zgromadzonymi. Po policzku dziewczyny spłynęło kilka łez, które błyszczały w świetle księżyca. Zabolało ją to, że jej najlepszy przyjaciel nie wierzył jej w to co mówi. W sumie Ron nie był dla niej tylko i wyłącznie przyjacielem. Wszystkim bowiem było wiadomo, że od czwartego roku nauki w Hogwarcie, Hermiona i Ron są sobą wzajemnie zainteresowani, jednak żadne z nich nie chciało się do tego przyznać. Nie okazywali sobie tego w jakiś specjalny sposób, ale mimo to obydwoje wiedzieli co do siebie czują. Uczucie Gryfonki do chłopaka od pewnego czasu zaczęło powoli wygasać i nie czuła już tego samo co wcześniej, kiedy była w nim zakochana po uszy. W ostatnim czasie zaczęło do niej docierać, że Ron prawdopodobnie nie oczekuje niczego więcej niż przyjaźni, więc postanowiła, że przestanie angażować się w to uczucie. Tak jej się przynajmniej wydawało... Mimo tych wszystkich postanowień, teraz było jej przykro z powodu jego zachowania. W rzeczywistości młody Weasley najzwyczajniej w świecie był o nią po prostu zazdrosny, ale nie chciał tego pokazywać, więc przejawiało się w to w postaci złości. Pomiędzy przyjaciółmi wciąż trwało milczenie, które od czasu do czasu przerywane było pohukiwaniami sów. Niebawem dojechały dorożki, które było ciągnięte przez niewidzialne stworzenia- testrale. Były one widziane tylko przez osoby, które widziały czyjąś śmierć. Podobno przynosiły one nieszczęście, a każdego kto je zobaczy czekać miały najróżniejsze okropne wypadki. Hermiona sama jednak nigdy ich nie widziała, ale dowiedziała się o nich z opowieści Luny i oczywiście ze swoich książek. Kiedy usłyszała o nich po raz, pierwszy była nimi zafascynowana i tak zostało aż do tego dnia. Nie zastanawiając się długo wpakowała wszystkie walizki do powozu i zajęła miejsce. Harry i Ron podążyli w jej ślady, ale wciąż jeszcze trwając w milczeniu. Kiedy wszyscy siedzieli już na miejscach, dorożka ruszyła, a rudowłosy skierował nieprzyjemne spojrzenie w stronę towarzyszki. Czuła ona na całym swym ciele jego przeszywający wzrok i na samą myśl o tym spojrzeniu zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. Brunetka ukryła swoją twarz w rękawach szarego swetra, a następnie zanurzyła dłonie w puszystych włosach. Atmosfera między nimi stała się bardzo napięta, więc droga do Hogwartu nie była tak magiczna jak zawsze. Siedzieli w milczeniu, od czasu do czasu spoglądając na siebie dwuznacznie.
- Prze... Przepraszam.- rzekł Ron spoglądając prosto w oczy dziewczyny.
- Naprawdę myślałeś, że mogłabym się z nim przyjaźnić bez waszej wiedzy?
- Nie... Ja sam nie wiem dlaczego to powiedziałem...
- Ja też was przepraszam, nie chciałam żebyście tak o mnie pomyśleli...
Teraz znów zapadła cisza. Na twarzach zgromadzonych widać było swojego rodzaju wzruszenie. Przyjaciele uśmiechnęli się do siebie ciepło i w tej samej chwili usłyszeli czyjś znajomy głos.
- Hej! Zatrzymajcie się! Stop!
Cała trójka zwróciła wzrok w stronę, z której dochodził ów głos i ujrzeli tam wysoką postać biegnącą w ich kierunku, ile tylko sił w nogach. Towarzysze spojrzeli na siebie z zaciekawieniem i znów utkiwli swój wzrok w mrocznych czeluściach ścieżki. Po chwili z ciemności wyłoniła się smukła sylwetka osoby o ciemnych włosach i walizkami w rękach. Był to Neville, który najwyraźniej nie zdążył na odjazd ostatniej dorożki. Towarzysze zakłopotali się trochę, gdyż żadne z nich nie potrafiło zatrzymać powozu. Jednak musieli coś natychmiast zrobić. Harry po chwili powstał ze swojego miejsca i w jednym momencie znalazł się w miejscu gdzie znajdowały się testrale. Dorożka zatrzymała się w jednej chwili, gdyż brunet zaczął karmić magiczne stworzenia jabłkami. Ron i Hermiona zaskoczeni pomysłowością przyjaciela, uśmiechnęli się od ucha do ucha i pomogli zdyszanemu Nevillowi zapakować swoje walizy. Już po paru minutach powóz znów ruszył, a towarzysze poczęli rozmawiać o przyczynach zaistniałej przed chwilą sytuacji. Srebrny księżyc unosił się wysoko na niebie, a w oddali było już widać wysokie wieże Hogwartu. Hermiona oderwawszy się od opowieści Longbottoma rozejrzała się dookoła. Gryfonka westchnęła cicho na widok tego magicznego krajobrazu. Nie mogła się już doczekać ceremonii rozpoczynającej nowy rok szkolny. Uroczystość zawsze rozpoczynała się od krótkiego przemówienia profesora Dumbeldore'a, następnie odbywało się przydzielenia pierwszoroczniaków do poszczególnych domów przez Tiarę Przydziału, a na końcu odbywała się uczta dla wszystkich zebranych. Sama myśl o tym wszystkim przyczyniła się do pojawienia się uśmiechu na twarzy dziewczyny. Nim się obejrzała wszyscy znaleźli się przed bramą wjazdową do Hogwartu. Cała czwórka w mgnieniu oka wyskoczyła z dorożki i stanęła przed ogromnymi drzwiami swojej ukochanej szkoły. Spojrzeli na siebie znacząco, wyjęli wszystkie swoje bagaże i postawili razem z bagażami innych. Nie zastanawiając się już dłużej weszli po kilku schodkach i znaleźli się w holu. Całe pomieszczenie rozjaśniał blask świec i lamp zawieszonych wysoko w górze. Rozglądali się przez chwilę po zatłoczonym miejscu po czym ruszyli w stronę drzwi Wielkiej Sali. W przeciągu trzydziestu sekund byli już w sali wypełnionej uśmiechniętymi uczniami Hogwartu. W pomieszczeniu panował gwar. Każdy chciał się przywitać ze swoimi szkolnymi znajomymi i zamienić choćby kilka słów. Wkrótce wszyscy zebrani zajęli już swoje miejsca i powoli ucichli. Teraz już tylko gdzie nie gdzie słychać było jeszcze jakieś szepty lub nagłe wybuchy tłumionego śmiechu. Profesor Dumbeldore stanął na swoim stałym miejscu, z którego zwykły był wygłaszać krótkie, ale bardzo mądre przemówienia.
- Witam was moi drodzy uczniowie!- powiedział z uśmiechem na twarzy staruszek, poprawiając okulary.- A więc zaczynamy nowy rok nauki w Hogwarcie. Przyniesie on wam zapewne wiele nowych przygód, poznacie nowych przyjaciół, a może nawet przeżyjecie swoje pierwsze zauroczenia.
Hermiona słysząc te słowa nie świadomie spojrzała w stronę stołu, przy którym siedział Malfoy. Patrzyła na niego przez długą chwilę, zapominając o tym, że powinna słuchać Dumbeldore'a. Draco był ubrany w szkolny mundurek z naszytym na nim znakiem swojego domu. Blond włosy bezwładnie opadały na czoło tak jak wtedy, gdy spotkała go na korytarzu w pociągu. Jego piękne, niebieskie oczy lśniły w świetle świec, a usta wykrzywione były w dziwnym uśmieszku. Wokół niego znajdowali się jego wierni kompanii Crabb, Goyle, Zabini i ta przebrzydła Pansy Parkinson. Była tak blisko niego, że omal nie siedziała na jego kolanach. Wszyscy doskonale wiedzieli, że miała ona słabość do Dracona i dokuczała ludziom tylko po to, aby mu zaimponować. Gryfonka mimo tego, że nic nie czuła do blondyna, jak jej się przynajmniej wydawało, poczuła jednak coś w rodzaju zazdrości. Po chwili jej wzrok i wzrok Parkinson spotkały się i Ślizgonka obdarzyła ją gardzącym spojrzeniem. Malfoy widocznie musiał zauważyć to, że Pansy nie zajmuje się już tylko i wyłącznie nim, a patrzy złowrogo w czyjąś stronę. Z zaciekawieniem obrócił głowę w stronę, w którą zwrócony był wzrok towarzyszki i zobaczył tam Hermionę. Wyglądała przepięknie. Jej brązowe, lekko kręcone włosy opadały swobodnie na ramiona. Czarny mundurek idealnie podkreślał jej figurę, a rumiana twarz ślicznie komponowała się z uroczym uśmiechem. Ich spojrzenia się spotkały, a chłopak posłał w jej kierunku szczery uśmiech, który był u niego bardzo rzadko spotykany. Dziewczyna jednak nie odwzajemniła go, tylko trochę zawstydzona, odwróciła się w stronę swoich przyjaciół. Zorientowała się wówczas, że profesor Dumbeldore skończył już przemawiać. Wnet do Wielkiej Sali została wniesiona Tiara Przydziału, która śpiewała specjalną, wymyśloną przez siebie pieśń przed Ceremonią Przydziału. Pierwszoroczniacy zgromadzili się przed krzesłem, na którym została położona Tiara. Każdy z uczniów czekał z niecierpliwością na swoją kolej, każdy był ciekaw do jakiego domu zostanie przydzielony. Najmłodsi uczniowie mogli być przydzieleni do jednego z czterech domów: Gryffindoru, Hufflepuffu, Ravenclawu lub Slytherinu. Po odśpiewaniu pieśni przez Tiarę pani Minerwa McGonnagal odczytała listę nowo przyjętych w kolejności alfabetycznej. Każdy wyczytany uczeń wkładał na głowę Tiarę, a ta wyznaczała mu jego dom. Ta ceremonia wbyła jedeną z najmilszych uroczystości w Hogwarcie. Na twarzy wszystkich zgromadzonych widniał uśmiech i zadowolenie. Po przydzieleniu każdego jednego ucznia do danego domu, wznosiły sie oklaski i wiwaty, aby choć trochę ośmielić nowo przyjętych. Niebawem wszyscy nowi uczniowie byli już przydzieleni do swoich domów. Uwagę Hermiony przyciągnął fakt, że Tiara Przydziału nie została jeszcze wyniesiona, jak to się zwykle działo po przydzieleniu uczniów.
- Chciałem teraz pogratulować wszystkim naszym nowym studentom i życzę im mile spędzonych chwil w swoich domach.- powiedział Dumbeldore.- Jednak chciałbym przedstawić wam jeszcze dwie sprawy... Pierwszą rzeczą, o której chciałbym was poinformować jest fakt, iż w naszej szkole w tym roku, obrony przed czarną magią będzie was nauczać profesor Alastor Trump.
W tym momencie starszy pan powstał z zajętego miejsca i uśmiechnął się ciepło do wszystkich zgromadzonych. W całej sali rozległ się dźwięk oklasków, zresztą jak zawsze podczas powitań nowych nauczycieli. Gdy brawa i szepty już ucichły dyrektor znów zaczął przemawiać:
- Kolejną sprawą, zapewne równie radosną, jest to, że do naszej szkoły dołączy w tym roku bardzo zdolna dziewczyna, ale niestety jest już w takim wieku, że od razu będzie uczyć się na siódmy i tym samym ostatnim roku nauki w Hogwarcie. Serdecznie witam pannę Lily Radcliffe!
Kiedy profesor wypowiedział te słowa do Wielkiej Sali weszła wysoka dziewczyna o ciemnych blond włosach. Jej zielone oczy lśniły w świetle świec czyniąc ją niezwykle piękną. Poniżej tych cudnych oczu był mały, lekko zadarty nos oraz różowe usta. Policzki jej były w wyrazistym kolorze czerwieni. Dziewczyna ubrana byłą w krótką, czarną spódniczkę, białą jak śnieg koszulę oraz czarny krawat w białe pasy. Krótka spódnica podkreślała jej piękne, długie nogi i dodatkowo podkreślała idealną figurę. Oczy wszystkich zebranych w jednym momencie znalazły się na nowej uczennicy i wtedy usłyszeć można było ciche szepty, westchnienia zachwytu i pogwizdywanie niektórych chłopców. Dziewczyna nieśmiało ruszyła przed siebie w kierunku dyrektora szkoły. Nie można było dziwić się jej zdenerwowaniu, w końcu cała ta sytuacja musiała być dla niej nieco stresująca. Gdy zbliżyła się już do profesora, ten wskazał jej ruchem dłoni, aby usiadła na krześle. Posłusznie wykonała polecenie mężczyzny i włożyła na głowę Tiarę Przydziału. Oczy wszystkich uważnie śledziły każdy, nawet najmniejszy gest blondynki.
- Hmm, co my tutaj mamy...- szepnęła powoli Tiara.- Hmm... Czuję, że panienka Lily jest bardzo odważna. Gdyffindor!
Po wypowiedzeniu tych słów wszystkie osoby, które należały do Gryffindoru powstały radośnie ze swoich miejsc, wznosząc wesołe okrzyki oraz oklaski. W tle można było posłyszeć ciche jęki i wyrazy zazdrości, że tak piękna dziewczyna została przydzielona akurat do domu Godryka Gryffindora. Nowa Gryfonka powolnym krokiem zbliżyła się do stolika swojego domu i zaczęła poszukiwać wolnego miejsca. Każdy chłopiec chciał, aby usiadła obok niego, jednakże nie mieli do dyspozycji odpowiedniej ilości miejsca. Lily dopiero po dłuższej chwili poszukiwań odnalazła wolne miejsce, które było obok Hermiony. Podeszła do niej, uśmiechnęła się ciepło i zapytała miłym głosem:
- Przepraszam, czy tutaj jest wolne miejsce?
- Yyy... Tak, proszę bardzo.
Blondynka zajęła miejsce, ale wciąż jednak było widać jak bardzo była zdenerwowana i zagubiona prez całą tę ceremonię.